Zaufanie a relacja długoterminowa M/s
Mówi sie, ze zaufanie jest podstawa relacji M/s. To bardzo, bardzo
prawdziwe. Z zaufaniem jednak jest kilka problemów. Po pierwsze prawdziwe
zaufanie buduję sie długo... I nie od razu ono jest możliwe, czasem być zaufać
potrzeba lat. Chociaż oczywiście to zależy od sytuacji, ludzi i tego czego
zaufanie dotyczy. Inny poziom zaufania może dotyczy kolegi, inny Pana. Któremu
chcemy oddać siebie, odsłonić siebie i pokazać słabe punkty. Tu jednak granicą
między odwaga a głupotą bywa cienka... (stąd tak dużo mówi się o tym, by nie
spieszyć się, poczekać, z drugiej strony jednak nie ma lepszej czy gorszej
ścieżki).
Po drugie zaufanie łatwo stracić i trudno odbudować. Raz stracone zaufanie
wymaga dużo pracy i czasu, by je odbudować. To trudne zadanie. Ale bez tego nie
można osiągnąć głębi oddania.
Zaufanie wymaga także wg mnie odpuszczenia kontroli. Owszem mówią, że „ufaj, ale
kontroluj”. Zapewne to dobra i sensowna rada, bo faktycznie ludzie często
doświadczają sytuacji, ze ktoś ich zaufanie zawiódł. To jest więc trochę taka
profilaktyka... A jednak buduje pewien dystans...
Moj Pan powiedział kiedyś "Nigdy Cię nie zostawię" i wiem, że
jest tam mała całkiem racjonalna gwiazdka dot. rzeczy, które by go zwolniły z
tej obietnicy (np. moja zdrada). Jasne zasady. Powiecie, że to naiwne myślenie
w czasach, gdzie rozpada się 1/3 małżeństw (a o innych związkach nie wspomnę),
ale ja Mu ufam. Nie od razu tak było, bałam się, bałam się nie raz, że znajdzie
kogoś lepszego,że coś sie zmieni. Paradoksalnie relacja M/s pozwoliła mi poczuć się bezpieczniej
i zaufać. Czasem gdy dopada mnie bardzo zła myśl i mówię w chwili słabości, że
nie zasługuje na Niego i nie nadaje się na niewolnice... On przytula mnie i
mówi, ze doskonale wie jaka jestem i przecież obiecał, że będę Jego na zawsze.
A ja wtedy czuję się przyjęta w całości, taka jaka jestem, nieidealna, a jednak
chciana. I ufam, wiem, że to co mówi, to jest naprawdę. Nie dlatego, że nie
wierzę w kryzysy i że związki sie nie rozpadają. Wierzę w Jego słowność i w to
jakim jest człowiekiem. I temu ufam bezgranicznie. Poza tym, cóż wierzę w to, że jestem Jego długoterminową
inwestycją i projektem (sam tak powiedział :)) ;-). A to zaufanie zbudowane jest na latach za nami,
gdzie On był koło mnie w dobrych i złych momentach, w radościach i smutkach,
wtedy gdy śmiałam się i gdy płakałam...
To zaufanie (mniejsze lub większe) prowadzi nas do oddania władzy nad sobą,
to zaufanie prowadzi nas do tego, że wierzymy drugiej osobie tak mocno, że
zawierzamy mu życie, zdrowie, swój los...
Każdy związek i relacja ma chwile zwątpienia. Gorsze momenty. Nikt też nie jest dokonały. Czasem ranimy kogoś choć tego nie chcemy. Kiedyś ktoś mądry powiedział, że najbardziej ranimy tych, których najbardziej kochamy. Myślę, że to przez to, że przed ukochaną osobą człowiek najbardziej się otwiera. Daje siebie "na tacy" drugiej stronie. A w klimatycznej relacji, gdzie nie ma równowagi sił jest to tym mocniejsze. Zaufanie to podstawa. Zawsze warto je budować, pielęgnować i walczyć o nie. Choć nie jest to łatwe. Zwłaszcza, jeśli wcześniej się je naraziło na szwank. Ale nikt nie mówił, że będzie lekko. A wszystko co piękne jest zazwyczaj trudne, rodzi się w bólach, wymaga wysiłku.
OdpowiedzUsuń