Nie ma idealnych niewolnic?
Mimo moich wszelkich starań… mimo tego,
jak bardzo wydaje mi się, że się zmieniłam. Mimo tego, że uczę się wciąż być
bardziej… pokorna, cierpliwa, posłuszna, mniej gadatliwa, bardziej otwarta,
bardziej dostępna, stabilna, mniej emocjonalna. Mimo tego, że myślę o tym i
świadomie się rozwijam. Mimo tego, że weszłam na tę drogę dobrowolnie i idę po
niej, rozwijając się w swojej uległości, kobiecości i tym wszystkim, co się za tym
kryje. Mimo tego, że tysiąc razy w ciągu dnia myślę jak zadowolić Pana… co
zrobić, żeby – kiedy wróci do domu – było tu miło, „ciepło”, żeby mógł odpocząć
po pracy, żeby było spokojnie i sympatycznie. A potem, żeby wieczorem spełnić
wszelkie Pana fantazje. Mimo tego, że staram się jak mogę…
Wciąż nie jestem doskonała. I pewnie
nigdy nie będę. Bywam krnąbrna, uparta, niecierpliwa. Bywam niewdzięczna,
przeszkadzam czasem Panu, bo „mi” jest smutno, bo „ja” potrzebuję wsparcia, bo
„ja” to i „ja” tamto. I ciągle te słowa mnie otaczają… „ja”, „moja”,
„dla mnie”, „o mnie”. I czasem skupiam się za bardzo na tym, co ja czuję, co ja
myślę, jak ja bym chciała spędzić wieczór, co ja bym chciała robić…
Nie, nie, nie… Pan jest najważniejszy.
To ja się cieszę, że Pan mnie chce, że Pan poświęca mi czas, że Pan chce mnie
wysłuchać, że Pan o mnie dba, że Pan jest zaangażowany, że Pan decyduje o tym,
co robimy, jak robimy, kiedy robimy i czy w ogóle robimy. I to, ze Pan o mnie
dba to jedno… ale ja nie mogę tego nadużywać, ani uważać to za coś, co będzie
zawsze albo za coś, co mi się należy. A Pan jest cierpliwy, jest wyrozumiały…
ale czasem, czasem się ta cierpliwość kończy. I za to dziękuję, bo wtedy wiem,
ile jeszcze przede mną i mam szansę się poprawić.
Z drugiej strony… nie ma idealnych
niewolnic, nie ma idealnych uległych, nawet nie ma idealnych Panów (tak właśnie!), bo zwyczajnie... nie ma idealnych ludzi. Każdy z nas ma wady i zalety, lepsze i gorsze dni. Niewolnica (czy kajira) to nie jest jakiś „byt idealny”,
bo takie nie istnieją. Co nie zwalnia jej z obowiązku doskonalenia się, w tym
co robi i jak służy Panu, nie zwalania z pracy nad sobą. Jeśli spojrzę wstecz
na siebie widzę, że już się zmieniłam. Widzę, że bardziej nad sobą panuję, że
jestem bardziej racjonalna, że wyzbyłam się egoizmu, który wcześniej mną
kierował, że nauczyłam się Pana doceniać i szanować, że zaakceptowałam, że
jeszcze wiele muszę się nauczyć… i że Pan mi w tym pomaga. Zaakceptowałam to,
że Pan jest wolny i może robić to, na co ma ochotę. W tym jest też piękno… bo
jedną z rzeczy, którą On CHCE (!) robić – to posiadać mnie jako swoją niewolnicę, korzystać ze mnie i
opiekować się mną ;).
Bardzo osobisty wpis, ale każda niewolna może się pod nim podpisać....a ostatnie zdanie....piękne....
OdpowiedzUsuńDziękuję pięknie :) nie wiam czy każda, ale może ktoś się w tym, co napisałam odnajdzie :)
UsuńMyślałem że nie ma tak cudownych kobiet jak Ty. Ja nie spotkałem takiej niestety na swojej drodze. Z przyjemnością bym z Tobą porozmawwiał prywatnie (zawsze marzyłem o tym by przynajmniej móc porozmawiać z tak wspaniałą osobą)
OdpowiedzUsuńDziękuję za odwiedziny i za komentarz! To bardzo miłe, ale wydaje mi się, że jestem całkiem zwyczajną osobą :). Bywam tu i tam, także można mnie spotkać w internetowym świecie i chwilę porozmawiać :).
Usuń