Między zależnością a niezależnością w M/s

 

Relacja M/s jest moim wyborem. I to zmienia wszystko. Nie jestem w niej bo muszę albo bo nie mam wyjścia. Owszem zaspokaja to moje potrzeby (bardzo mocno!). Ale jestem w niej, bo chcę. I jest w tym stwierdzeniu pewna autonomia i niezależność, jak o tym pomyślę.

Ta myśl przekierowała moje myśli na rozważanie problemu zależności i niezależności. Jestem wciąż pod wpływem książki E. Perel („Inteligencja erotyczna”), która opiera sie na założeniu, że zbytnie zlanie sie w całość w związku i zbytnia zależność nie jest dobra dla związku, bo zabija pożądanie, tak samo jak zbytnia znajomość drugiej osoby. Nie chce być źle zrozumiana, chodzi o to, że gdy juz minie faza fascynacji, poznawania się i hormonów "miesiąca miodowego", naturalnie opada namiętność a wzrasta zaangażowanie i intymność. Zaczynamy się znać jak łyse konie, widzieć w każdej sytuacji, nie pozostaje już nic do odkrywania (pozornie ;)) ale... problem z tym, że pożądanie często idzie w parze z odrobiną dystansu, ciekawości drugiej osoby, odkrywania jej, zmiany, świeżości, ale także zobaczenia drugiej osoby jako ciekawego/ej i atrakcyjnego/ej kochanka /ki, który wybrał/a nas i wciąż wybiera właśnie nas. Zaczęłam zastanawiać się jak to się ma do M/s i ogólnie związków z Power Exchange.

Z jednej strony myślę sobie, że M/s (czy D/s) może sprzyjać podtrzymaniu tego ognia. Na swoim przykładzie widzę, że poza partnerami, jesteśmy też zawsze jednocześnie Panem i niewolnica, kochankami, którzy dzielą wspólne tajemnice i swój świat, trochę nietypowy, inny, trochę mroczny (niczym w romansie, a romans to przecież głównie namiętność :)). Gdy weszliśmy w klimat bardziej intensywnie decydując sie na M/s dokładnie tak sie czułam, jakbym przeżywała romans z własnym mężem, ale nie tylko nim, bo także moim Panem, odkrywając siebie na nowo. Mamy też mocno odmienne role i duży dystans między nimi. Jest w tym pewna doza niepewności, bo przecież Pan "może wszystko" i ja nie muszę nawet o tym wiedzieć. Ta niepewność bywa dla mnie szalenie podniecająca... Z drugiej strony ja jako niewolnica myślę, że staje się także atrakcyjna i wyjątkowa dla Niego. Są też inne osoby, wokół nas, widzimy je na imprezach, widzimy siebie w interakcjach z innymi, nawet jeśli to tylko fantazje, niewinne flirty, ale też czasem bardziej namacalnie. Mamy też w końcu specjalne rytuały, gesty, symbole… a więc non stop obecne różne bodźce podtrzymujące pożądanie.

Z drugiej strony myślę, że niektóre cechy M/s 24/7 mogą być tez odrobinę zagrażające np. chęć zlania się w jedno, albo poczucie, że oto jestem własnością Pana, więc nie mogę być sobą, nie mogę myśleć inaczej niż Pan, mieć własnego zdania czy sama wychodzić (nie, to nie moje podejście, ale podejście które czasem widziałam). Są to pewne niebezpieczeństwa, gdy relacja M/s może 'zakrywać' inne problemy i prowadzić do zbyt mocnego usztywnienia się, polaryzacji (?). Myślę, że dobrą przeciwwagą do tego, szczególnie w długoletnich związkach M/s może być:

  • odpowiednie podejście do mikrozarzadzania i rozsądne podejście do kontroli (nie zawsze i nie w każdym aspekcie musi być ona bardzo szczegółowa i totalna)
  • wspieranie przez Właściciela samodzielnych inicjatyw, rozwoju zawodowego, hobby, znajomości z innymi ludźmi (przyjaźnie, znajomości, czy też w przypadku niemonogamicznosci różne inne formy otwartości na innych) - jednym słowem dbanie, by każdy miał też 'swój świat'
  • odpowiedni poziom elastyczności w relacji, dobra komunikacja, taka która nie zakłada, że wiemy już wszystko o drugiej osobie, tylko wciąż ta wiedzę aktualizujemy i odkrywamy siebie na nowo.

Jednym słowem odrobina niezależności (nawet w relacji bazującej na zależności i to nawet tak totalnej zależności własności) może być bardzo sexy ;).

Komentarze

Popularne posty