Orji kolejne refleksje o niewolnictwie ;)

Skoro jesteś kajirą, to i tak nie masz wielkiego wyboru?

Tak zadane pytanie – niby proste – skłoniło mnie do refleksji. Po pierwsze: odpowiedziałam „tak, nie mam wyboru”. To trochę przewrotne, bo odpowiedź na to pytanie nie jest do końca taka czarno-biała. Nie mam wyboru CHYBA, ŻE dostanę prawo wyboru. To już brzmi inaczej. Ale to nadal nie dotyka istoty sprawy… Nie mam wyboru odnośnie tego GDZIE dostanę to prawo wyboru i jeśli je dostanę - muszę wybrać. Wiele z uległych i niewolnic lubi brak wyboru, i tego  szuka w relacji. Sama pisałam to w jednym z pierwszych wpisów na blogu zaznaczając, że „(...) nie zniosę "wszystko mi jedno, zrób jak chcesz i sama zdecyduj".  Teraz jestem chyba w odrobinę innym miejscu. A co jeśli… wyborem Pana jest danie wyboru niewolnicy? Jeśli widzi to jako jej rozwój? Może dojść do zwarcia w głowie, hehe ;-). Co to za niewolnica, co ma wybór? A ja odpowiem: dokładnie taka, jaką chce jej Pan.

Spójrzmy na niewolnictwo z innej strony...

Rozważamy to na przykładzie posiadania obroży. Na czatach, forach czasem rozpisujemy się jaką obroże nosimy, kiedy, gdzie, jak, 24/7 czy nie. Większość z nas niewolnic chce nosić obroże, chce być oznaczona itd. Ja również chciałam i to się spełniło. Ale co jeśli Pan nie chce, żebyś nosiła obrożę? Czy nie On decyduje w co, kiedy i jak ubiera i ozdabia niewolnicę?... Czy niewolnica bez obroży jest mniej niewolnicą? A ja odpowiem: Jest dokładnie taką, jaką chce jej Pan.

Wiele z nas chce być testowane na posłuszeństwo – oddawane, pożyczane, niektóre nawet sprzedawane, jeszcze mocniej karane, trzymane jeszcze w surowszej dyscyplinie, chcą pokazywać swoje oddanie i to jest coś cudownego. Ale.. co jeśli największym oddaniem jest po prostu codzienne robienie śniadania... 1,2,3 a może 1000 raz? Bez wielkich czynów, bez wielkich kar, bez wielkich symboli, albo z nimi – wszystko zależy od Niego…  Co to za niewolnica, którą Pan "tylko" napomina słownie zamiast wymierzać karę? A ja odpowiem: Jest dokładnie taką, jaką chce jej Pan.

Czy możemy powiedzieć, że jedna niewola jest bardziej radykalną od innej? Jak to określić? Czy i gdzie jest tu granica? Czy niewolnictwo definiuje to, ile kinkowych i hardcorowych rzeczy robimy, ile zabawek mamy, jak dobrze sobie radzimy w łóżku i ile za nami doświadczeń itd.? A może radykalizm jest ten sam - dynamika władzy? Odczuwana tylko mocniej lub słabiej w zależności od tego jak Jego decyzję są zgodne lub nie z naszymi wyobrażeniami.

Jestem kajirą. Mam być taka, jaką chce mnie Pan.

Pan dał mi cenną lekcję. Dziękuję.

Komentarze

  1. Bardzo podoba mi się ten wpis i chętnie zaglądam do Twojego bloga. Od jakiegoś czasu odkrywam swoją uległą naturę i czerpię przyjemność z posiadania Pana. Nie mam z kim porozmawiać na takie tematy więc Twój blog i tematy, które tu poruszasz są dla mnie tym bardziej cenne :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za Twój komentarz! To dla mnie bardzo motywujące do pisania, że ktoś czyta i coś tam sobie z tego czerpie :). A jeśli byś chciała kiedyś pogadać lub brakowałoby Ci towarzystwa uległych - to śmiało napisz ;). Trzymam też kciuki za odkrywanie uległości i gratuluję relacji :))))

      Usuń
  2. Myślę, że nie mogłaś opisać (rozpisać właściwie) tego lepiej. I wytłumaczyć istoty sprawy. Kapitalny wpis i moim zdaniem mocno edukacyjny, racjonalizujący kwestię konsensualnego niewolnictwa w kontekście GL!

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty