Opowiadanie ;)
Fantazjujecie czasem o innych czasach, miejscach, innych światach? Mi się zdarza ;). Dziś więc dla odmiany od opisów mojej zwyczajnej codzienności (do której wroce w następnym wpisie) taka fantazja (choć część rzeczy w niej… cóż, główna bohaterka jest trochę jak ja, a jej Pan w ostatniej scenie– zainspirowany został moim Panem ;)).
Obudziłam się w pokoju, w
którym stało tylko łóżko, biurko i szafa. Wszystko było proste, w szaro-białych
kolorach. Przez moment przeleciała mi przez głowę myśl, że oto jestem w
szpitalu. W zasadzie wiele na to wskazywało. Głowa bardzo mnie bolała, nie pamiętałam
co się w zasadzie stało. Ostatnie co pamiętam to to, że straciłam przytomność w
parku. Biegałam tam często rano i wieczorami. Nie były to duże dystanse, ale
nawet 5 km dawało mi mnóstwo energii. W bieganiu było coś uwalniającego...
Bardzo to lubiłam.
Rozejrzałam się po pokoju. Nie
było żadnych urządzeń medycznych. Poczułam ukłucie strachu, które na moment
mnie sparaliżowało. Gdzie ja w zasadzie jestem?
Podniosłam się powoli, sprawdziłam
czy nie mam żadnej rany, ale nic na to nie wskazywało. Ktoś mnie też przebrał.
Nie miałam na sobie już sportowych ubrań, ale prostą szara krótka sukienkę. Usiadłam
na łóżku i rozejrzałam się. Nie było
żadnego okna. Podeszłam do drzwi nasłuchując. Było cicho. Nacisnęłam klamkę.
Drzwi były zamknięte.
- Halo! Jest tu ktoś? - krzyknęłam i zapukałam w
drzwi - Proszę otworzyć.
Cisza. Rozejrzałam się po
pokoju. Na stoliku, którego nie zauważyłam w pierwszym momencie stała szklanka
wody i talerz z owocami i pieczywem. Napiłam się wody i zjadłam coś.
- Halo! Jest tu ktoś? Muszę do
toalety - spróbowałam ponownie, ale odpowiedziała mi znowu cisza. Moje wysiłki
nie przynosiły rezultatu więc położyłam się ponownie na chwilę do łóżka.
Zamknęłam oczy i próbowałam przypomnieć sobie co się stało. Musiałam ponownie
zasnąć...
Obudził mnie dźwięk otwieranych
drzwi. Do pokoju weszła kobieta ubrana podobnie do mnie.
- Nareszcie! Czy może Pani
powiedzieć mi co się stało? Gdzie ja jestem? Dlaczego jestem zamknięta?
Kobieta uśmiechnęła się do
mnie, przyniosła tace z jedzeniem, która odstawiła i odpowiedziała :
- Cześć. Jestem Nela.
Przyniosłam Ci jedzenie. Jesteś w miejscu, które pomoże Ci się zaadoptować.
- Zaadoptować do czego?
- Do tutejszych warunków.
Pewnie boli Cię głowa. Atmosfera ma trochę innych skład i inne ciśnienie. Ale to
minie.
Pomyślałam, że to żart i
wybuchłam śmiechem.
- Taa, jesteśmy na innej
planecie... A gdzie ona się znajduje? -
a potem spoważniałam - Jestem
bardzo zdezorientowana i potrzebuje jasnych odpowiedzi. Czy mogłaby mi ich Pani
udzielić? Czy to szpital? Miałam wypadek?
Kobieta nie wydawała się
zaskoczona moją reakcją i powiedziała spokojnie:
- Wiem, że to będzie dla Ciebie
szok. Dlatego dziś nie dowiesz się wszystkiego. Dziś dowiesz się jedynie, że
nie jesteś już na Ziemi. Jesteś na innej planecie, zasiedlonej także przez
ludzi, ale ich... nasza cywilizacja wygląda trochę inaczej niż ziemska.
Nic z tego nie rozumiałam. Jaka
inna planeta? Kobieta porozmawiała ze
mną jeszcze chwile, informując mnie o tym, jak daleko znajdujemy się od Ziemi,
mówiła coś o podróżach tunelami czasoprzestrzennymi i o promieniowaniu przed
którym jestem na razie chroniona. Przychodziła później kilka razy. Przynosiła jedzenie, rozmawiała ze mną i
odpowiadała na moje pytania. Z jej opowieści wynikało, że daleko w innej galaktyce
znajduje się bliźniacza Ziemia. Jej mieszkańcy posługują się bardzo
zaawansowana technologia. Planeta jednak była zasiedlona głównie przez mężczyzn
dlatego, że rodziło się ich tu więcej niż kobiet. Dla zapewnienia spokoju
problem ten rozwiązali poprzez... Sprowadzanie ich z Ziemi i to dość
skutecznie. Serce zatrzymało mi się na moment, bo miałam dwie opcje w głowie.
Albo to wszystko prawda i zostałam naprawdę porwana. Albo ktoś robi jakiś
dziwny eksperyment psychologiczny wbrew mojej woli... Paradoksalnie mocno wierzyłam właśnie w tą
drugą opcję i ta myśl mnie jakoś uspokajała.
Tak minął tydzień. W ostatni
dzień tygodnia kiedy drzwi otworzyły się do mojego pokoju wszedł mężczyzna. Był
wysoki, wydawał się silny a ja poczułam strach...i wycofałam się w róg pokoju.
- Kim Pan jest? Czy w końcu
mogę stąd wyjść?
Podchodził do mnie jak do
dzikiego zwierzątka, wyciągając lekko rękę i przemawiając uspokajająco.
- Nie bój się. Nie skrzywdzę
Cię. Czy Nela powiedziała Ci dlaczego tu jesteś?
- Nie, to znaczy powiedziała o
innej planecie. Gdzie ja w ogóle jestem? Czemu mnie tu trzymacie? Chce wrócić
do domu! - wykrzyczałam na jednym wdechu.
- Nie wrócisz juz na Ziemię. To
Twój nowy dom. Jesteś niewolnica. I za chwilę założę Ci obroże, która będzie
zawierała wszystkie informacje o Tobie, i monitorowała Twój stan zdrowia. Ta planeta jest nieprzyjazna dla kobiet. Gdy
stąd wyjdziesz, będziesz w całości zdana na łaskę mężczyzn, bez niej nie
przeżyjesz.
Zaniemówiłam, bo byłam w szoku.
Mówiąc to przysuwał się do mnie, a ja się odsuwałam. Postanowiłam zawalczyć, i
kopnąć napastnika. Ale on był szybszy. Złapał mnie, przycisnął do ściany. Rzucałam się i krzyczałam. Do sali wszedł
drugi mężczyzna i pomógł pierwszemu. W końcu nic nie mogłam juz zrobić, byłam
unieruchomiona, związali mi ręce i założyli mi knebel. Na moją szyję założyli zaś obrożę, która przy
zapinaniu cicho kliknęła.
- Weźmy ją w klatce, jest
nieprzewidywalna. - powiedział jeden z nich.
- Dobry pomysł - poparł drugi.
Jeden z nich wziął mnie na ręce
i wyniósł na korytarz. Zobaczyłam wtedy kilkanaście drzwi podobnych do
moich. I zdałam sobie sprawę, że nie
byłam jedyna. Włożyli mnie w klatkę, która mieli na wózku. Zamknęli w niej i jedyne co mogłam zrobić to
patrzeć. Poczułam się totalnie bezradna.
Zobaczyłam Nele i nasze oczy
spotkały się na moment. Gdy mężczyźni koło niej przechodzili spuściła jednak
wzrok i skłoniła się. Rozmawiali teraz w innym języku, którego w ogóle nie
rozumiałam. A potem zobaczyłam klatki z innymi kobietami.
W końcu znaleźliśmy się w
pustej sali. Poza mną było tam kilkanaście innych kobiet. Każda była
opisana. Każda z kobiet miała taka
sukienkę jak moja i do tego metalowa obroże. Każda była zakneblowana. Bałam się
to mało powiedziane. Byłam przerażona.
A wtedy jeden z nich przemówił:
- Jesteście niewolnicami.
Zostaniecie przygotowane i sprzedane na targu niewolnic. Zostałyście tu
sprowadzone z Ziemi, bo na tej planecie jest za mało kobiet, a potrzebujemy
stabilności, nie walk o samice. A poza tym całkiem nieźle na tym zarabiamy. Sprowadzenie
Was trochę kosztuje dlatego zdradzę Wam jak przeżyć : bądźcie posłuszne i
przyjemne, służcie dobrze, a zostaniecie otoczone troską i opieką. Jeśli
będziecie nieprzyjemne, nieposłuszne, krnąbrne zostaniecie porzucone, a to
będzie oznaczało śmierć. Nie możliwą, ale pewną. Ta planeta ma promieniowanie
nieznane na Ziemi, mamy ochronę przed nim w genach. Ale wy nie. Jednak ochrona
tymczasowa jest możliwa. Musicie tylko… przyjąć cos z mężczyzn w siebie... Np. ślinę, spermę, mocz... To Wam da ochronę przez tydzień. Wasz
Właściciel będzie miał prawny obowiązek o to dbać. Jeśli jednak uciekniecie od
Niego to nie pożyjecie za długo. Pierwsze objawy zaczną się po 7 dniach, wtedy
macie jakieś kolejne 7 dni życia. Czy to rozumiecie? - zrobił pauzę, a później kontynuował - to Wasz
pierwszy test i Wasza ostatnia decyzja. Kto chce przeżyć musi poprosić o
wypuszczenie z klatki, uklęknąć, przysiąc posłuszeństwo i poprosić o
"dar". Jak to tu nazywamy. Ofiarodawca sam decyduje czym się
podzieli. Macie 14 dni na decyzję. Poddanie się albo śmierć. Te które się
poddadzą zostaną zaprowadzone do handlarzy niewolników, krótko przeszkolone i
sprzedane. Te, które wybiorą inaczej...
Cóż, one stąd już nie wyjdą.
Zamroczyło mnie na moment. Czy
to się dzieje naprawę czy ktoś robi sobie jakiś okrutny żart?
***
Pomyślałam sobie, że w życiu
tego nie zrobię. O nie. Ale z drugiej strony... Jeśli to wszystko prawda, to
wiem pod skóra, że zrobię wszystko by... przeżyć.
Kilka godzin później wyjęli nam
kneble. Nakarmiono nas. Bałam się, byłam przerażona i taka samotna. Zwinęłam
się w kłębek i zasnęłam, licząc, że to tylko zły sen. Część płakała, część
zawodziła, inne patrzyły się pusto w przestrzeń, inne rozmawiały. Żadna nie
poprosiła o wyjście.
Tak minął dzień pierwszy, drugi
i trzeci. Czwartego dnia jedna z kobiet poprosiła o wyjście. Ze wstydem
patrzyłam na jej poniżenie. Mężczyzna kazał otworzyć jej usta i splunął w nie. Zrobiło
mi się niedobrze. Po tej nocy wszystkie płakałyśmy.
Siódmego dnia moja obroża
zaczęła migać na żółto. Kilka kobiet zdecydowało się wyjść, ale ja nie. Głowa
zaczynała mnie boleć i przed oczami miałam mroczki... Ból głowy był coraz silniejszy, i robiło mi
się niedobrze. Kiedy następnego dnia zwymiotowałam – przeraziłam się. Nie chcę
umierać! Nie chce! Dość tego! Nie będę tu tkwić! Wpadłam w panikę i zadziałam
impulsywnie:
- Proszę wypuście mnie! -
powiedziałam.
Mężczyzna podszedł do mnie i
spojrzał uważanie.
- Jesteś pewna?
-Tak - odpowiedziałam. - Proszę
wypuść mnie.
Otworzył klatkę, obok podszedł
drugi.
- Uklęknij dziewczyno. I
powiedz co przyrzekasz i o co prosisz.
Uklęknęłam zamykając oczy by
nie widzieć, że inne kobiety patrzą na mnie.
- Nie chce umierać! Zrobię
wszystko! - odpowiedziałam czując wstyd.
- Przyrzeknij posłuszeństwo i
błagaj o "dar" a nie umrzesz.
- Przyrzekam być posłuszna i błagam o
"dar"...
- „Panie”. Dodaj to. Tak
będziesz się teraz zwracać do mężczyzn, niewolnico.
- Błagam o Twój "dar"
Panie - poprawiłam sie z trudem.
Uśmiechnął się i spojrzał z
triumfem.
- Bardzo dobrze dziewczyno.
Obdaruje Cię. Jesteś początkująca więc zaczniemy łagodnie. Otwórz usta.
Nachylił się nade mną i splunął
mi w nie. Zawahałam się nie wiedząc co zrobić.
- Połknij albo umrzesz –
powiedział, a ja przełknęłam. Po chwili zaś obroża przestała świecić na żółto i
wróciła do normalnego stanu, ja poczułam
się odrobinę lepiej... Nie kłamali.
- Dziękuję Panie -
odpowiedziałam sama z siebie.
Uśmiechnął się.
Do sali wszedł kolejny
mężczyzna. Nadal klęczałam na podłodze w swoim upokorzenie. Zapiął smycz na
moją obroże, i kazał mi za sobą pójść. W ustach czułam smak jego śliny.
"Musiałam to zrobić żeby przeżyć, to nic takiego. Będę grała w ich grę, a
potem zaplanuję ucieczkę" mówiłam sobie.
Zaprowadził mnie do pokoju z innymi
kobietami. Było ich tam kilkanaście. One rozumiały co zrobiłam, bo same zrobiły
to pierwsze. Mężczyzna odpiął smycz mówiąc "nakarmcie ją i umyjcie". "Tak Panie" odpowiedziała jedna z
dwóch kobiet stojących z tyłu. Nie znałam ich. Spędziłam z nimi kolejny
tydzień, w czasie którego doszło do nas kolejnych pięć kobiet.
Dwie nieznane mi kobiety to
były już bardziej doświadczone niewolnice. Uczyły nas zasad, opowiadały,
pomagały i przynosiły jedzenie. Wciąż byłyśmy odizolowane, ale byłyśmy razem,
miałyśmy łazienkę i łóżka. Chociaż odrobinę odetchnęłyśmy pod tygodniu
spędzonym w klatce. W końcu po prawie miesiącu od "porwania" pojawili
się mężczyźni by nas zabrać.
- Kończy się Wam czas.
Uklęknijcie i otwórzcie usta. Gdy jeden z nich podszedł do mnie i splunął od
razu połknęłam wszystko. Z ulgą przyjęłam fakt, że przyszło mi to już odrobinę
łatwiej niż za pierwszym razem.
Spuściłam wzrok. A on pogłaskał mnie po głowie i powiedział.
-Z czasem będzie Ci coraz
łatwiej, zobaczysz - powiedział.
Cała noc modliłam się by wrócić
do domu, a później jeszcze - na wszelki wypadek - by mój Właściciel okazał się
być dobrym człowiekiem.
***
Stałyśmy na podestach, nago. A
kupując przychodzili i oglądali nas. Były też kobiety, niektóre takie jak my. Żartowały
i śmiały się, nie wyglądały na wystraszone. Uśmiechały się do siebie i do
nas... Stałyśmy obok siebie. Obok mnie była Lena, zaprzyjaźniłam się z nią
trochę. Została sprzedana pierwsza. Widziałam jak jej nowy Właściciel płaci i
jak zapinają ją na smycz i ubierają. Popatrzyła na mnie i smutno się
uśmiechnęła. Odpowiedziałam skinienie głowy. Ciekawe czy jeszcze kiedyś się
spotkamy...
Brzuch zacisnął mi się jeszcze
mocniej. Mężczyźni podchodzili do mnie ale nie decydowali się mnie kupić. Nie
wiem czy bardziej czułam ulgę czy jednak martwiłam się. Co dzieje się z
niewolnicami, których nikt nie kupi?...
W końcu podszedł do mnie
mężczyzna. Obejrzał mnie dokładnie, dotknął moich piersi, obszedł dookoła.
- Chciałabyś być moja? -
zapytał a ja zaniemówiłam z wrażenia. Pyta mnie.... co ja myślę.
- Tak, Panie - odpowiedziałam
licząc na to, że to dobry znak. - Proszę weź mnie ze sobą.
Nie odpowiedział nic, pokręcił
się jeszcze chwile i gdzieś zniknął. Zrezygnowana spuściłam głowę. W końcu
podszedł do mnie jeden z handlarzy i kazał mi zejść.
- Zostałaś kupiona dziwko. Choć przygotuję Cię do wydania Właścicielowi.
Serce zabiło mi mocniej. Stało
się. Odprowadził mnie do pokoju obok, gdzie inne niewolnice ubrały mnie, i
założyły mi buty. Następnie usiadłam na ławce i czekałam w napięciu.
Do pokoju wszedł handlarz ze
smyczą. Zapiął ją i poprowadził mnie do wyjścia. Przy wejściu stał ten sam mężczyzna.
Uśmiechnął się do mnie i wziął smycz. Spuściłam głowę. Cała ta sytuacja była
surrealistyczna, ale najgorsze w niej było to, że poczułam dziwną i trudna do
wytłumaczenia przyjemność. Mój nowy Właściciel wydawał się być miły. Wyszliśmy
na ulicę. Byłam oszołomiona. Wszystko
wyglądało inaczej niż na Ziemi, nawet kolory nieba były inne i świeciły dwa
słońca. Dwa słońca. Mój Boże! To prawda! Ja naprawdę zostałam porwana i
sprzedana... Zrobiło mi się słabo i straciłam przytomność.
***
Obudziłam się w małym ale
całkiem ładnie urządzonym pokoju. Wstałam powoli i wyjrzałam przez uchylone
drzwi. Na kanapie siedział On i coś czytał. Stanęłam niepewnie w progu.
- O, wstałaś! Podejdź tu.
Podeszłam pomału i stanęłam
przed Nim.
- Zemdlałaś chyba ze stresu i
zmęczenia. Jesteś głodna?
- Tak, Panie -odpowiedziałam
zgodnie z prawda.
- W kuchni jest jedzenie.
Przygotuj sobie coś i zjedz. Potem przyjdź.
Zjadłam coś, a potem usiadłam
na podłodze, a On wytłumaczył mi zasady Domu i moje obowiązki. Nie dotknął mnie
nawet. Wieczorami po całym dniu pracy kazał położyć mi się u Jego stop na
podłodze. Często zasypiałam tak później zmęczona. Niewiele do mnie mówił, a i
ja się nie narzucałam i w ogóle mnie nie dotykał. W końcu minął kolejny
tydzień, a moja obroża zaczęła migać na żółto. Przeraziłam się i gdy wrócił do
domu uklęknęłam przed Nim "Panie, proszę Cię o dar". Ominął mnie i
poszedł się umyć. Czekałam niecierpliwie,
w końcu wrócił.
- Myślałem że poprosisz
wcześniej. Sama musisz o tym pamiętać, zanim obroża będzie Ci przypominać.
- Postaram się to zapamiętać,
Panie.
- Przynieś szklankę i wodę.
Gdy przyniosłam szklankę i wodę
w butelce ze zdziwienie odkryłam, ze On napił się wody z butelki. A sam rozpina
spodnie... Podstawia szklankę i... sika
do niej.
Byłam przerażona.
- Proszę, wypij to - powiedział,
gdy napełnij ją do połowy.
Przełknęłam ślinę z
obrzydzeniem.
- Czy nie mogę dostać czegoś
innego Panie? Myślałam, że to będzie…
W ułamku sekundy oczy mu się
zmieniły a twarz stężała. Nie była już tak miła i przyjemna jak wcześniej.
Uderzył mnie w policzek.
- Radzę okazywać mi szacunek.
Jestem dobry, i będę o Ciebie dbać, ale masz być posłuszna.
Przytaknęłam głową i podniosłam
szklankę do ust. Pachniała odrażająco i przełykałam łyk za łykiem z trudem. On
patrzył mi prosto w oczy. Skończyłam, odstawiłam szklankę.
- A teraz podziękuj!
- Dziękuję Panu.
- Dobrze. Od tego zależy Twoje
życie. Masz okazywać wdzięczność za wszystko co dostaniesz. Absolutnie
wszystko. Inaczej kupię taką, która będzie umiała do docenić. Czy to jasne?
- Tak, Panie.
Pogłaskał mnie po głowie i
znowu uśmiechnął.
- Mała dziwka wolałaby pewnie
spermę. Spokojnie, to też dostaniesz, jak zasłużysz. W swoim czasie…
Potem nauczyłam się już by
nigdy nie dać się zwieźć jego byciu miłym i sie nie zapomnieć. Nauczyłam się
też co znaczy dyscyplina i bat. Ale też nauczyłam się, że jest sprawiedliwy i
że ten świat ma bardzo proste zasady. Podporządkowujesz się lub giniesz.
Widziałam kiedyś na ulicy kobietę bez obroży, która błagałam przechodzących
mężczyzn, ale żadne nawet na nią nie spojrzał. Została wyrzucona, pozbawiona
obroży przez Właściciela, to znaczy, że nie była nawet warta ich spojrzenia. Gdyby
nosiła obrożę być może ktoś by ją przygarnął. Zdjęcia obroży oznaczało tylko
jedno – że została uznana za nieprzydatną. Przeraziło mnie to tak mocno, że
wieczorem upadłam do stóp swojego Pana i dziękowałam, że mnie trzyma...
Spodobało Mu się to, ale też niespecjalnie o takie gesty z mojej strony dbał.
Mimo to nauczyłam się dziękować za każdy dotyk, za każdy "dar", bo od
tego naprawdę zależało moje życie. W pewnym momencie nie wyobrażałam już sobie,
że można inaczej.
Ten pamiętnik to moja jedyna
"tajemnica" i coś mojego w tym
świecie. Życie na Ziemi wydaje się zaś już tylko mglistym wspomnieniem.
Czy będzie kontynuacja? A opowiadanie jest bardziej realistyczno-fantastyczne , dziękuję za chwile z literaturą 😘
OdpowiedzUsuńChyba bez kontynuacji :). Ale może napiszę coś innego, heh :)). Dziękuję za komenatrz!
Usuń