Wspomnienia
Czasem łapię się na tym, że nie pamiętam już jak to było wcześniej… Jakbym od zawsze była niewolnicą. Musiało być inaczej niż teraz… Na pewno nie spędzałam wieczorów siedząc na podłodze heh. Na pewno nie spełniałam różnych poleceń bez marudzenia ;). Nauczyłam się automatyzmu reakcji i posłuszeństwa i zadziwia mnie ta zmiana we mnie. Przez pierwsze miesiące walczyłam mocno, buntowałam się, uważałam, że to Pan musi mnie zmusić do czegoś, zdominować… („chcesz mojej uległości – zmuś mnie”) straciłam nawet raz obrożę, ale czuję, że to już minęło i nie wróci. Przez kolejne wiele „chciałam”, planowałam fantazje i chciałam by Pan je odgrywał, ale to już też minęło. Potem zaczęło mi zależeć na społeczności, na tym jak to sobie wymyśliłam, ale to już także minęło. Zmieniam się. Częściowo już się zmieniłam. Owszem zostały pewne nadzieje i pragnienia, ale nauczyłam się „odpuszczać”. Nie wiem co jest na końcu, ale wiem już, że – jakkolwiek kontrowersyjnie to brzmi – jestem na drodze w dziwne i trochę przerażające rejony. Gdzieś przeczytałam ostatnio mądrą rzecz, że jeśli nie przeraża Cię wizja relacji M/s – to bardzo niedobrze, bo powinna…
Ciężko to opisać,
ale czuję to w głowie, czuję jakbym nie mogłam się sprzeciwić. Ale nie chce…
nie walczę. Po prostu podążam za poleceniami. Jest w tym pewien dystans i
pokora. I wolność. Bo widzicie ja chce nie mieć wątpliwości. Chce tego stanu,
gdy nie mam już żadnych barier, wewnętrznych konfliktów.
To już prawie 3 lata i tak wiele jest za mną. Mimo, że
obrożę założyłam później, to pierwszy wpis w moim niewolniczym pamiętniku ma
datę 8 września 2019 r. Nawet nie wiem kiedy ten czas minął. Na początku
opisywałam wszystko, każdą praktykę, każdy seks, wszystko ze szczegółami i
emocjami. Teraz wiele z tych rzezy jest
już tak normalne/naturalne/oswojone. A i po „drodze” mój Pan zakazał mi
opisywać dokładne szczegóły wszystkiego. Ostry czy wręcz brutalny seks za który
zawsze dziękuję, chłosta, kary, upokorzenie, degradacja, uprzedmiotowienie, bycie
zwierzakiem, niektóre praktyki uchodzące za tabu, nagość, służenie domowe,
protokół, kontrola mojej przyjemności – to moja „codzienność”. Od czasu do
czasu pojawiają się oczywiście nowe rzeczy, granice się przesuwają… Pojawili
się inni ludzie... Pojawiła się też nauka cierpliwości, czekania, pokory,
cieszenia się z wszystkiego co Pan daje, stosowania się do zasad. Pojawiła się
nauka „bycia niewidzialną” i nieprzeszkadzania. Mam wrażenie, jakbym była „robiona
na nowo”. Moje reakcje, zachowania, odruchy… czasem jeszcze są jakieś echa tego
co było, ale powoli zanikają. Brzmi przerażająco? Powinno ;).
Przeczytałam ostatnio fajną książkę „As She’s Told”. Moja
koleżanka – uległa poleciła mi ją z zastrzeżeniem, że jest hardcorowa. I
faktycznie jest. Ale mnie nie przeraziła, mnie zachwyciła. Oczywiście to
książka, pewna fantazja, ale w wielu miejscach odnalazłam się w tym, co czuła
bohaterka.
W swoim pierwszym wpisie napisałam:
„Nie da się opisać tego, co przeżywam dzięki Tobie. Ja
klęcząca przed Tobą. Ja doświadczająca rozkoszy. Ja naga. Ja na Tobie. Ja na
podłodze. Ja związana. Ja wielbiąca Twoje dłonie na swoich piersiach, na szyi,
na całym ciele. Wielbiąca każdy zakamarek Twojego ciała. Piszę, bo chcę to
zapamiętać. Każdy moment naszego szczęścia i ekstazy.”
Te pierwsze miesiące to był nieustanny haj, codzienne
praktyki, tresura, emocje, seks… Wielokrotnie doświadczałam subspace, nie
wiedząc nawet jak to się nazywa.
„To, co się działo tej nocy jest nie do opisania.
Zamazuje mi się, miesza. Jesteś moim narkotykiem, uzależnieniem.”
1 grudnia 2019 roku napisałam…
„Twoje słowa „Kajira, tym
chcesz się stać?”. I moje nieśmiałe spojrzenie, pełne obaw, a w myślach głos „A
czy się nią nie staje?” (…) Przeraża mnie zmiana we mnie. To coś więcej niż
gra. Nie wiem jeszcze czy jestem gotowa (…) I Twoje pragnienie: „Zwracaj się do
mnie „Panie””. Ty to wiesz, patrzysz na mnie i wiesz, że zrobię dla Ciebie
wszystko, że jestem na każde zawołanie, że nie będę się sprzeciwiać. Ja, ta
kłótliwa, krnąbrna i rozchwiana teraz wiem na czym się oprzeć. Jestem dla
Ciebie i Twojego zadowolenia, bo to zadowala też mnie i daje mi szczęście. (…) Starałam
się cały dzień. Starałam się cała niedzielę, ucząc się robić wszystko bez
narzekania i kontrolować się. Nie było to zawsze łatwe. Jadłam z miski na
podłodze, piłam z miski jak suka. Przytulałam się do Ciebie. W przypływie
chwili powiedziałam, że Cię kocham, a Ty odpowiedziałeś coś pięknego. „To nie
miłość nas łączy, to coś mocniejszego niż miłość”.”
27 grudnia napisałam…
„Kontrakt jest częścią tego,
kontrakt totalny. Czekam na Twoją propozycję, Panie. Podnieca mnie ta wizja.
Staram się bardzo, chociaż zdarzają się bunty. Wciąż i wciąż. Czasem się
zastanawiam czy naprawdę jestem taka? Czy potrafię taka być?”
Tak, już sobie na to pytania odpowiedziałam… I cóż,
jestem gotowa na nowe etapy. Możliwości się nie kończą, zawsze jest jakieś „dalej”.
I to jest w tym naprawdę cudowne.
Komentarze
Prześlij komentarz