Mój największy kink
Ostatnio doszłam do wniosku, ze wszystkie moje kinki de facto da się sprowadzić
do jednego - degradacji i poniżenia. Oba te słowa wyrażają trochę dwie różne
rzeczy, ale u mnie przeplatają się i łączą tworząc dziwna mieszankę w której jeszcze
jest miejsce na inne słowa-klucze takie jak: uprzedmiotowienie, utrata
kontroli, strach, bycie na czyjejś łasce, poczucie zagrożenia itp.
Degradacja i upokorzenie to ważna część naszej dynamiki i ważna część mnie
i mojej seksualności. Bardzo często w czasie "zabawy" wchodzę dzięki
temu w subspace. Mało tego... Nawet jeśli w danym momencie to, co się dzieje
powoduje we mnie negatywne emocje, strach, wstyd albo wywołuje autentyczny
płacz staje się później dla mnie niesamowitym bodźcem seksualnym. Nie do końca
umiem to wytłumaczyć w sposób racjonalny i długo miałam z tego powodu problem z
akceptacją siebie samej.
Degradacja i poniżenie może przejawiać sie na różne sposoby. W pewnym
sensie oba są obecne 24/7, bo jestem niewolnica. Każdy przejaw nierówności
między nami jest dla mnie... przyjemny. A jeśli jest to wzmocnione przez
praktyki i codzienne rytuały to przyjemność trwa. Dodatkowo w każdym momencie
może to zostać posunięte o krok dalej, a świadomość, że nie mam nad tym żadnej
kontroli jest... tak właśnie - przyjemna.
W każdy chwili mogę bowiem z niewolnicy zmienić się w jedna z jej
"odmian" : służącą, zabawkę seksualna, mebel, zwierzątko. Mogę zostać
nazwana w różny sposób, mogę zostać ukarana, wygoniona z łóżka, wystawiona za
drzwi, obnażona, generalnie Pan może (w teorii) zrobić ze mną wszystko i na co dzień,
i seksualnie. Im większe poniżenie i im większa utrata nad tym kontroli - tym
przyjemniejsze to dla mnie jest, nawet jeśli prowadzi chwilowo przez trudne
emocje.
Jeśli na dodatek świadkami mojego niższego statusu są inni ludzie... Tym
fajniej. Pewnie dlatego tak mocno nakręcają mnie momenty, gdy całuję Jego stopy
publicznie. Albo gdy w inny sposób jestem upokorzona, poniżona i
"niżej" niż Pan, ale i inni ludzie. Gdy pozwala się mną bawić lub
pozwala innym być świadkami mojej degradacji... rozpływam się.
To wszystko oczywiście jest oparte o zaufanie i opiekę. Jako ta nic
nieznacząca niewolnica, kajira, zabawka o której można zapomnieć - nabieram
nowej "wartości", właśnie wtedy gdy przechodzę przez jej prawie
totalna utratę. Staje się rzeczą, ale na swój sposób cenną, o którą się dba i
troszczy. Ot, kolejny swoisty paradoks klimatu, nie pierwszy i nie ostatni.
To poczucie bycia cenna i akceptowana jest bardzo ważne w tego rodzaju praktykach.
Wielokrotnie bowiem będąc poniżona i zdegradowana najbardziej bałam się tak
naprawdę jednego: braku akceptacji drugiej strony. Tego, że Master poczuje się
rozczarowany, zawstydzony, pomyśli ze jestem nienormalna, bo podoba mi się... praktyka,
która "normalną" osobę by odrzuciła. Nawet będąc bardzo upokorzona,
zawsze muszę wiedzieć, że On to akceptuje i to Jemu też sprawia przyjemność by
mnie taką widzieć. Chcę by po wszystkim powiedział "dobra dziewczynka"
albo w inny sposób dał mi do zrozumienia, że "jest ok".
Druga ważna rzeczą, a w zasadzie pierwszą jest fakt, że wszystko zaczyna
się od zgody. Nawet TPE i CNC. W moim przypadku (jakkolwiek to brzmi
kontrowersyjnie) udzielam zgody in blanco. Zgoda ta trwa dopóki nie powiem
"czerwone". W praktyce... Chyba nigdy tego nie zrobiłam. Ale
teoretycznie mogłabym, bo Pan takie prawo mi dał. On sam również woli gdy ja
pokazuje, że chce i sprawia mi to radość i chce kontynuować.
Trzecia ważna rzeczą jest to, że degradacja i poniżenie eksploruje nasze
"mroczne" części siebie (po obu stronach) i potrzeba do tego ogromnej
dawki zaufania, także by puścić kontrolę.
Czwarta ważna rzecz to komunikacja. W czasie takich praktyk pojawia się
ogrom emocji, często negatywnych, czasem euforia, generalnie jeśli wchodzę w
subspace to jestem na "haju", czyli wyłączam myślenie. Dlatego
wszelkie ustalenia należy zawsze zrobić wcześniej. A i po… gdy to wszystko
opadnie warto porozmawiać lub w inny sposób poukładać w głowie to, co sie
działo i jak się z tym czuliśmy.
Komentarze
Prześlij komentarz