Opieka i kontrola

Lubię to poczucie bycia zaaopiekowaną. Dla mnie synonimem tej opieki jest też Jego kontrola. Dla kogoś byłoby to może przytłaczające, dla mnie… jest synonimem bezpieczeństwa, troski o mnie jako o Jego własność. No właśnie, samo to określenie „Jego własność” już wywołuje u mnie pozytywne emocje. Śmieje się czasem, że najchętniej i najlepiej jest mi w domu, jak w klatce, w której jestem zamknięta, gdy On musi gdzieś sam pojechać. Jestem wtedy jak piesek, który czeka na swojego Właściciela. Dokładnie tak to czuję. Nie zawsze wiem gdzie jest i kiedy wróci, ale jestem z tym OK.

On z kolei zawsze wie, gdzie jestem. Zna mój plan dnia. A kiedy wyjeżdżam sama, co dzieje się bardzo rzadko (i zawsze za Jego aprobatą, bo nie wyobrażam sobie inaczej)  – dokładnie co do godziny sprawdza gdzie jestem, co robię, odprowadza i odbiera, a najchętniej – czuję to – sam zawiózł by mnie na miejsce i odebrał osobiście, gdyby tylko mógł. Jest to między nami niewypowiedziane, ale potem padają słowa „Tylko uważaj na siebie” i moment wahania, czy na pewno może mnie zostawić. A potem czuję to jeszcze mocniej, gdy dostaje wiadomości, pytania i napomnienia i gdy skoro obiecałam być w hotelu o danej godzinie to dokładnie o tej godzinie mam tam być.  Nawet jeśli jestem chwilę na odległość czuję mocno swoją obroże, czuję Jego troskę. Czuję się cenna dla Niego. Cenna w taki specyficzny, zaborczy sposób, jakby wszystko co robił, mówiło mi między słowami „Jesteś moja!”.

I myślę sobie, że jestem prawdziwą szczęściarą, że trafiłam na takiego Mężczyznę. Oto Master, który po prostu mnie „posiada” i jeszcze wywołuje we mnie takie pozytywne odczucia względem swojej kontroli i swoich nakazów i zakazów. Całkiem naturalnie padają słowa, które nie są odgrywaniem jakichś ról, są zwyczajną codzienną troską, opieką i odpowiedzialnością. On sprawia, całą swoją postawą, wartościami, sposobem bycia, że po prostu chce być Jego Chce być kontrolowana, chce być otoczona bezpiecznym kokonem, który mi tworzy. Całkiem mi w nim... przyjemnie ;).

Komentarze

  1. Piękne to jest. Najważniejsze, żeby była w tym spójność potrzeb, kompatybilność i wzajemne zrozumienie. U Was jest. I o to właśnie chodzi. :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Należę do Niego bardziej niż do samej siebie i wypelnia mnie ta myśl spokojem i daje komfort psychiczny i poczucie bezpieczeństwa. Lubię to życie pod kloszem i całkiem wygodnie się tu urządziłam, bo mi na to pozwolił. Ktoś nazwie to kontrolą, a dla mnie to zainteresowanie i opieka, przecież jestem Jego, a o swoją własność się dba. Jak ja Cię doskonale rozumię...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bo my się w tym wszystkim często rozumiemy doskonale :))

      Usuń
  3. Ten wpis sprawił, że awe miała podczas czytania uśmiech na twarzy, czuje się czytając, twoją radość z życia jakie tworzy tobie Pan, czuje się twoja miłość i oddanie, a przede wszystkim radość służenia i szczęście bycia własnością swojego Pana.
    😘

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oh, to cudownie, że awe się uśmiecha ;-). Służenie ma swoje blaski, ma swoje cienie, ale powoli do przodu, kroczek za kroczkiem, wszystko czegoś uczy, a ja staram się cieszyć się z wszystkiego, co daje mi Pan i cieszę się, że się o mnie troszczy ;).

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty