Wieczór z ogniem i wodą

W czasach zła czasem warto wrócić do dobrych wspomnień... Make love, not war.

...

Wyszłam z łazienki i przypomniałam sobie, że zostawiłam na stole świece. Pan zatrzymał mnie jednak, gdy chciałam ją zdmuchnąć...

- Dużo wosku?

- Tak.

- Dobrze, przyda mi się. Daj ją i rozłóż na podłodze koc. Połóż się na nim na brzuchu.

Ucieszyłam się (nieświadoma przebiegu tego wieczoru…), bo oznaczało to tylko jedno... Wosk. Odprężające, relaksujące leżenie na kocyku. Przygotowałam wszystko i ułożyłam się jak rozkazał. Zaczął polewać wosk na moje plecy i pupę. Było mi przyjemnie... Dokładnie tak, jak myślałam, że będzie. Relaksująco. Skóra na placach nie jest zbyt wrażliwa, więc wosk nie sprawia dużego dyskomfort. To bardzo delikatny ból. Odprężyłam się. Po chwili przyniósł nóż i zaczął zeskrobywać ze mnie zastygły wosk, co wprawiło mnie w jeszcze większy stan relaksu. Ten miły stan przerwały słowa:

- Odwróć się na plecy.

O nie... Tego nie planowałam. Ostatnia nasza zabawa woskiem skończyła się na polewaniu pleców. Dopadł mnie pierwszy strach tego wieczoru.

Położyłam się jednak posłusznie na plecach.

- Zamknij oczy!

Zamknęłam posłusznie oczy licząc, że poleje mi wosk na brzuch. Tymczasem... Wosk spadł na moje piersi. Bolało. Krzyknęłam i próbowałam odruchowo uciec.

- Nie ruszaj się!

Poddałam się więc posłusznie tej torturze, a za każdym razem, gdy kąpał wosk - narastał we mnie coraz większy strach. Wosk był w końcu wszędzie. Pan zapalił ponownie świeczkę, by roztopić więcej wosku, a zapałkę zgasił na mojej skórze. Krzyknęłam przerażona. Następnie wziął nóż i czyścił nim wosk. Bliskość noża i to, co nim robił, wszędzie na moim ciele.. Także blisko moich miejsc intymnych i świadomość zagrożenia, które to że sobą niosło – spowodowała, że była bardzo... podniecona. Zrobił jeszcze kilka rzeczy z ogniem i... Następnie wziął mnie mocno za włosy i na czworaka poprowadził do łazienki. 

A tam... Odbyła się druga część tego przedziwnego rytuału. Zostałam poniżona na wiele możliwych sposobów, aż w końcu brodząc w całkiem zimnej wodzie, dałam Panu to, czego ode mnie chciał.... Lecz i to nie było końcem tego wieczoru.

W salonie, gdzie ponownie wróciłam, zostałam jeszcze wykorzystana kilka razy, tak jak Pan lubi. Aż w końcu nie zostało we mnie prawie nic siły, zero energii, zero woli... Ale też zero stresu, zero złych emocji, zero złych myśli...

Tylko pustka, ja i On. Poczułam wtedy ogromną wdzięczność, która mnie przepełniła. Za to, że On jest. I że spędził ten czas ze mną, że chciał dać mi przyjemność. I że mogłam też dać przyjemność Jemu.

Jestem Mu wdzięczna za to, że mogę Mu służyć. Jakże inaczej myślę... to nie tylko ja daje Mu swoją uległość. To przede wszystkim On daje mi swoją dominację. On ją chce, On z niej korzysta. To moim przywilejem jest to, że Mu służę... 

Komentarze

  1. Piękne to.Takie katharsis na wielu poziomach i totalna służba, zdanie się na Pana. Nie mogę się doczekać, kiedy i ja doświadczę podobnych uczuć.

    OdpowiedzUsuń
  2. Ostatnie zdania postu są prawdą, Pan kiedyś powiedział, że to właśnie w tym momencie ona bardziej potrzebuje dominacji niż On dominowania...awe myśli, że potrzebuje dominacji zawsze, i dlatego tak wdzięczna jest swojemu Panu za to, że zdecydował jej to dać.
    Jak zawsze dziękuję orji za wpis i jej Panu za zgodę na to, że tak pięknie dzieli się tak intymnymi i pięknymi przeżyciami.
    Lecz to nie tylko piękny opis chwil, zawsze jest zawarta jakaś myśl, coś nad czym trzeba się zatrzymać i pomyśleć
    Dziękuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję ;-) Cieszę się, że komuś moja pisanina coś daje ;).

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty