Rozumieć swoją obrożę
Przeczytałam ostatnio dość kontrowersyjną opinię odnośnie niewolnictwa.
Jego przesłaniem było: jeśli jesteś niewolnicą i sama przyszłaś do mnie by
prosić o obrożę – licz się z tym, że możesz być traktowana jak niewolnica.
Jeśli jesteś niewolnicą – oddajesz się całkowicie i robisz to z własnego wyboru
i świadomie. Jeśli nie jesteś w stanie tego zrobić – nie rób tego, nie nazywaj
się niewolnicą. Jest wiele innych etykiet, które możesz wybrać i to jest OK.
Mimo pierwszego w sumie dość sceptycznego wrażenia, po przemyśleniu,
doszłam do wniosku, że jest w tym tekście jednak bardzo ważna myśl. A nawet
kilka. I że dopiero w tym momencie mogę
to poprawnie odczytać.
Pierwsza myśl to taka, że niewolnictwo tak rozumiane to jest bardzo
„poważna rzecz” i że nie powinno się takiej decyzji podejmować pochopnie, za
szybko, na Dom/sub-frenze (albo Gor-frenze ;)). Bo chcemy to
już, teraz, szybko. Niewolnictwo konsensualne oznacza, że decydujesz się wyrzec
swoich praw. Wszystko, co stanie się "po Twojej myśli" staje się takie,
jeśli i o ile Mistrz zechce. Nic nie musi... Może chcieć, ale może i nie
chcieć.
Może zrealizować Twoje
fantazje, ale może też powiedzieć "nie". I co wtedy? Wtedy pojawia
się ten moment, kiedy zdajesz sobie sprawę, na co się zgodziłaś. I na
zaakceptowanie tego głęboko w sobie. Być
posłuszna i być przyjemna. Dla Niego. Ale wg Jego wizji. Nie wg Twojej
fantazji. Oczywiście, to Ci też musi sprawiać przyjemność, musisz czerpać z
"dawania", być niewolnicą, inaczej będziesz się męczyć i na dłuższą
metę - to się nie uda. I wtedy musisz odpowiedzieć sobie na pytanie - kim jesteś? Czy to dla Ciebie? Czy
znajdziesz spełnienie w byciu dla Kogoś? Coś co dla jednych będzie rajem, dla
innych może być piekłem.
Druga myśl jest taka,
że jakiś czas temu twierdziłam, że kajira to tylko etykieta. I owszem, tak
jest. Ale im dalej idę, tym bardziej jestem przekonana, że etykietka ta niesie
mimo wszystko za sobą specjalne znaczenie związane także z poziomem poddania
się. Bez roszczeń, bez oczekiwań, tylko
z prośbami, marzeniami... Licząc się z tym, że można usłyszeć nie. Być dla
Mistrza. Jakkolwiek On sobie życzy. Dla mnie to wykracza poza kink i „role”.
Owszem, rytuały, protokół, role, zabawa są tego nieodłączną częścią, ale tylko
częścią. I to – szczerze mówiąc według mnie – najłatwiejszą. Mój Mistrz kiedyś
powiedział, że posłuszeństwo w sferze seksualnej, praktyki, chłosty - to wszystko jest fajne, robi nam dobrze „w
głowie”, tworzy mindset. Najtrudniejsza jest… codzienność. Zmywanie naczyń nie
jest tak seksi jak noszenie obroży i czy wkładanie ładnych ubrań ;-).
Ale to On, jej Mistrz
decyduje kiedy będzie miał ochotę poświęcić jej czas, w jaki sposób go spędzą.
Ona zdobywa Jego uwagę nie roszczeniami, ale oddaniem. To nie dzieje się samo z
siebie, to ciężka praca ich obojga. Brak roszczeń i oczekiwań kajiry nie
oznacza braku marzeń, pragnień i potrzeb. Nie oznacza też braku komunikacji,
wręcz przeciwnie, wymaga jej więcej.
Znalezienie w takim związku równowagi między „ja” i „my” jest trudną
sztuką (żeby zachować ją zdrową dla obu stron i żeby nie „odczłowieczyć”
niewolnicy, nie zapomnieć, że mimo degradacji czy nawet uprzedmiotowienia – to
nadal człowiek z emocjami, potrzebami i pragnieniami).
Kiedy jednak osiągnie
się pewną równowagę, osiąga się stan stabilizacji. Mówi się, że niewolnica
„nauczyła się swojej obroży” i zrozumiała swoją rolę, swoje miejsce. Im dalej
idę, tym coraz więcej znaczeń tego odnajduje. A Master… nauczył się jej, co
również ważne, a może ważniejsze.
---
I recently read a
rather controversial opinion regarding consensual slavery. Its message was: if
you are a slave and you have come to me to ask for a collar - expect to be
treated as a slave. If you are a slave - you give yourself completely and you
do it by your own choice and consciously. If you are unable to do this - don't
do it, don't call yourself a slave. There are many other labels you can choose
and that is OK.
Despite my first rather
sceptical impression, after having given it some thought, I came to the
conclusion that there is a very important idea in this text. Or even several.
And now I can undestand it better.
The first thought is
that slavery understood in this way is a very "serious thing" and
that such a decision should not be made hastily, too quickly, on Dom/sub-frenze
(or Gor-frenze ;)). Because we want it already, now, quickly. Consensual
slavery means that you decide to renounce your rights. Everything that happens
"your way" becomes so if and insofar as the Master wishes. He doesn't
have to do anything... He may want, but he may also not want.
He can realise your
fantasies, but he can also say "no". And then what? Then comes that
moment when you realise what you have agreed to. And to accept it deep within
yourself. To be obedient and to be pleasing.
For Him. But according to His vision. Not according to your fantasy. Of course,
this must also give you pleasure, you must enjoy the "giving", be a
slave, otherwise you will get tired and in the long run - it will not work. And
then you must answer the question - who are you? Is this for you? Will you find
fulfilment in being for Someone? Something that will be paradise for some, can
be hell for others.
My second thought is
that some time ago I claimed that kajira is just a label. And yes, it is. But
the further I go, the more I am convinced that the label nevertheless carries a
special meaning behind it, related also to the level of surrender. Without claims, without expectations, just
with requests, dreams.... Counting with the possibility of hearing no. To be
for the Master. However He wishes. For me this goes beyond kink and
"roles". Yes, rituals, protocol, roles, fun are part and parcel of
it, but only part. And that - frankly in my opinion - is the easiest part. My
Master once said that obedience in the sexual sphere, practices, flogging - all
this is cool, it does us good "in the head", creates a mindset. The
hardest thing is... everyday life. Washing dishes is not as sexy as wearing a
collar or putting on nice clothes ;-).
But it is Him, her
Master who decides when He will feel like devoting time to her, how they will
spend it. She wins His attention not with claims, but with devotion. This
doesn't happen by itself, it's hard work by both of them. The absence of
kajira's claims and expectations does not mean the absence of dreams, desires
and needs. Nor does it mean a lack of communication; on the contrary, it
requires more of it. Finding the balance
between "I" and "we" in such a relationship is a difficult
art (to keep it healthy for both parties and not to "dehumanise" the
slave, not to forget that despite degradation or even objectification - she is
still a human being with emotions, needs and desires).
However, when a certain
balance is achieved, a state of stability is reached. It is said that the slave
has "learned her collar" and has understood her role, her place. The
further I go, the more and more meanings of this I find. And Master... has
learned hers, which is also important, or perhaps more important.
Pamiętam naszą rozmowę o tym tekście. I mnie on w pierwszej chwili mocno zaszokował, ale myślę, że to dobrze ujęte. Konkretnie i bez ogródek, a ja takie ujmowanie spraw zawsze sobie cenię. Często wchodząc w klimat, poznając, czy to zaczynając zgłębiać tematykę GL ma się takie dość idylliczne wyobrażenie o byciu sub/slave. Nie myśli się o cieniach tego wyboru. O tych chwilach, kiedy my potrzebujemy i chcemy usłyszeć A, a słyszymy B, bo Mistrz ma inną wizję. W głowie są tylko blaski. Taki etap "różowych okularów". Tymczasem warto do tego moim zdaniem podejść analitycznie i na chłodno. Bo bywa różnie. Jak zawsze i wszędzie w życiu. :)
OdpowiedzUsuńOwszem, dokładnie tak jest, i najgorsze jest to, że... trochę nie ma odwrotu jak się już pójdzie dalej... :)
UsuńNo, ale ostatecznie... Przecież o to nam (uległym), w tym chodzi, by tego odwrotu nie było, nie? Zresztą relacja, to ciągły rozwój i docieranie się. Zwłaszcza taka 24/7. :)
Usuń