"Odkryła, że kamień jest twardy, a ogień płonie."
Mimo rozwoju, który we mnie zachodzi (to już ponad 2 lata mojej niewoli) i któremu daje wyraz czasem na blogu, miewam też momenty zwątpienia i kryzysów. Co prawda jest ich coraz mniej, bo jak napisałam... chyba powoli nauczyłam się (uczę się) swojej obroży. W związku z tym prawie nie jestem już karana, rzadko też jestem chłostana, a jeśli już to raczej krótko i dla przyjemności Mistrza. Mimo to nie jestem ideałem i wciąż jest nad czym pracować.
Ostatnio bardzo źle zareagowałam na wydarzenia o których mówią obecnie
media. Pojawił sie strach, poczucie bezpieczeństwa zostało zachwiane.
Klimatyczne elementy odeszły na moment na drugi plan, a mój Mistrz widząc mój
stan... Dał mi taryfę ulgową. Paradoksalnie ja jednak w tej sytuacji zaczęłam
marzyć o mocniejszych zabawach i o byciu w „dyscyplinie”. Poprosiłam Go raz i
drugi. Nie zareagował, więc - co przyznaje ze wstydem – zaczęłam prowokować Go
lekko by coś sie zadziało. Eh, oczywiście nie wiem na co liczyłam, bo po raz
kolejny pokazał mi, że nie pozwoli sobie na to, bym to ja decydowała, jak chce
spędzać ze mną czas. Zostałam więc ukarana - najpierw Jego słowami "W
takim razie dziś będę się zachowywał najbardziej waniliowo jak się da".
Odebrał mi... Służenie i bawił się przy tym znakomicie, patrząc na moje
reakcje. To było jeszcze dość niewinne ostrzeżenie, a ja zamiast zawrócić z tej
drogi… zrobiłam sie niemiła. Wtedy momentalnie zrobiło się poważnie. Powiedział
mi, że nie toleruje "księżniczkowania" i że zostanę ukarana. Ale nie
tak, jakbym chciała. Odebrał mi przywilej korzystania z czatu i odebrał mi swój
dotyk, swoją uwagę.
Mój upór stopił się szybko. W środku obiecywałam sobie, że wytrwam i nie
będę błagać Go o uwagę. Głupia ja, jakbym nie wiedziała, że ostatecznie i tak
przegrałam już dawno temu. Okazało sie dość szybko, że przyszłam do Niego
przepraszając i błagając by mnie dotknął... Gotowa już na każde upokorzenie -
oddałam się Jego władzy. Widziałam, że sprawiło Mu to niemałą satysfakcję. I
wiedziałam, że doskonale wie, że taka kara szybko mnie "łamie",
wystarczy tylko trochę poczekać. Kazał mi wtedy powtórzyć głośno
"przepraszam", tak by dodatkowo mnie zawstydzić i upokorzyć.
Wieczorem zostałam nagrodzona za swoją uległość i skruchę, którą wykazałam…
dość rzecz, że to był bardzo intensywny wieczór i na koniec zasnęłam bardzo
wymęczona ;-). Po raz kolejny pokazał mi, że moje posłuszeństwo i bycie
przyjemną jest nagradzane. Bunty, krnąbrność, podniesiony głos, próby kontroli
sytuacji ("bo ja chce") - czymś co nie jest akceptowane i jest surowo
karane.
Kilka dni później przy innym poleceniu zobaczył, że mam niezbyt zadowoloną
minę z powodu tego, co mam wykonać. Rzucił tylko "Nie stawiaj się, wiesz
jak to się kończy"... No właśnie, to stawianie się jest kompletnie bez
sensu, tylko się na tym traci. Chyba znowu odkryłam, że kamień jest twardy,
a ogień płonie…
Nie ulegaj pokusie bycia przy
niej słabym – ostrzegłem go. – Kocha cię, ale musi też się ciebie bać. Musi
wiedzieć, że nie może z tobą igrać. Musi znać siebie, żeby być zawsze pod twoją
dyscypliną. – Rozumiem – powiedział. — A ponieważ jest kobietą — powiedziałem —
może od czasu do czasu, zaciekawiona, głupio, szczególnie na początku, zechcieć
sprawdzić siłę twojej woli, by odkryć, granice swojego stanu. 'Mistrzu!'
zaprotestowała Lavinia. — Od ciebie zależy, czy nauczysz ją, jakie one są,
szybko, zdecydowanie, bezbłędnie. – Rozumiem – powiedział. — Chce znać, że tak
powiem, długość łańcucha, położenie ścian celi. Ona chce też być upewniona o
twojej sile. Chce wiedzieć, że naprawdę jesteś jej Panem w pełni, w
rzeczywistości. Dowiedziawszy się tego, nie musi być w przyszłości tak głupia.
Odkryła, że kamień jest twardy, a ogień płonie. Odtąd
będzie na swoim miejscu, zadowolona i spokojna.
[Do not yield to the
temptation of being weak with her,' I cautioned him. 'She loves you, but she
must also fear you. She must know that you are not to be trifled with. She must
know herself to be always within your discipline.' 'I understand,' he said.
'And as she is female,' I said, 'she may occasionally, curious, foolishly,
particularly at first, wish to test the strength of your will, to discover, if
you like, the boundaries of her condition.' 'Master!' protested Lavinia. 'It is
then up to you to teach her what they are, promptly, decisively, unmistakably.'
'I understand,' he said. 'She wants to know, so to speak, the length of her
chain, the location of the walls of her cell. Too, she wants to be reassured of
your strength. She wants to know that you are her master, truly, in the
fullness of reality. Having learned this, she need not be so foolish in the
future. She will have discovered that stone is hard and that fire burns.
Thenceforth she will be in her place, pleased and content.'
Magicians of Gor, str. 464-466]
Nie dziwi mnie że w tym czasie straciłaś poczucie bezpieczeństwa, tak dużo złego się dzieje. Ale i to że odczułaś jeszcze większe zapotrzebowanie na bycie w służbie to dla mnie jeszcze bardziej zrozumiałe, bo przecież służba to dla nas bezpieczeństwo, tego potrzebujemy aby czuć się bezpiecznie. To nie może być lekiem na nasze frustracje, ale to daje nam radość, spełnienie i świadomość iż czujemy się zawładnięte a przez to bezpieczne.
OdpowiedzUsuńOwszem to pomaga, buduje naszą "bezpieczną przestrzeń", ale w tym przypadku, gdy to ja czegoś chce - cóż, okazuje się, że to nie ma znaczenia, jeśli On tego też nie chce.
UsuńKonsekwencja Pana jest bardzo ważna i dla mnie. To poczucie jasnych granic i zasad. Świadomość, że to On ma władzę zawsze. Choć nie zawsze łatwo jest to respektować, mimo, że się chce. Zwłaszcza w chwilach słabości. W chwilach stresu, kiedy coś dookoła się wali. A ostatnio nie są spokojne czasy. Ale myślę, że ta stanowczość Pana i jasne granice przez Niego stawiane to dodatkowy azyl, ostoja, coś czego możesz się chwycić. Nawet jeśli w danym momencie, może wolałabyś inaczej niż Pan. :)
OdpowiedzUsuńZasada jest jedna - po Jego albo wcale, niby proste, a jednak trudne ;)
Usuń