Niewolnictwo a zakres władzy Pana
Ten temat często wraca jak bumerang. Co różni niewolnicę i uległą? Czy niewolnica to taka „bardziej” uległa? Zaawansowana uległa? A może to podtyp uległości?
Na stronie Gorean Scribe (której społeczność bardzo szanuje), jest
fragment, którym chciałabym się podzielić i z którym się zgadzam.
While there is no
precise distinction between sub and slave that is universally understood, the
best heuristic relates not to the level of control but the nature of the
control.
A sub loans some portion
of her agency to her Dom, contingent on various factors, either indefinitely or
for some fixed period of time.
A slave transfers all of
her agency to her Master, who then loans some portion of it back to her,
contingent on various factors, either indefinitely or for some period of time.
The amount of personal
liberty and agency the sub/slave has in the end may vary extensively from one
set of people to another, and it is quite possible, even common, for a specific
sub to have more restrictions and fine-grained control placed on her than a
specific slave.
The distinction is not
in the level of control exercised, but in who has the authority to decide what
that level is. Those two models may result in nearly identical end results in
practice, as viewed by an outside observer, but the emotional context and
understanding for the participants is completely different.
„Chociaż nie ma precyzyjnego rozróżnienia między sub i slave, które jest
powszechnie rozumiane, najlepsza heurystyka odnosi się nie do poziomu kontroli,
ale do natury kontroli.
Uległa przekazuje część władzy
nad sobą swojemu Domowi, w zależności od różnych czynników, na czas
nieokreślony lub określony.
Niewolnica przekazuje całą
władze na sobą swojemu Panu, który
następnie deleguje jej część z
powrotem, w zależności od różnych czynników, na czas nieokreślony lub na pewien
okres czasu.
Ilość wolności osobistej i sprawczości, jaką ma uległa/niewolnica, może się
w końcu znacznie różnić w zależności od grupy ludzi i jest całkiem możliwe, a
nawet częste, że konkretna uległa ma więcej ograniczeń i bardziej precyzyjną
kontrolę nad sobą niż niewolnica.
Rozróżnienie nie dotyczy poziomu sprawowanej kontroli, ale tego, kto ma prawo decydować o tym poziomie.
Te dwa modele mogą w praktyce skutkować niemal identycznymi rezultatami, z
punktu widzenia zewnętrznego obserwatora, ale kontekst emocjonalny i rozumienie
dla uczestników są zupełnie inne.”
Moje rozumienie niewolnictwa jest bardzo podobne. Pan ma prawo decydować o
wszystkim, ale może delegować część rzeczy na mnie. Bo jako niewolnica mam być
pomocą dla Niego, na ile potrafię i umiem oczywiście, a nie dodatkowym
obciążeniem. Gdy wchodziliśmy w relację mój Mistrz zaznaczył z góry, że jeśli
oczekuje szczegółowej kontroli i decydowania o każdym aspekcie mojego życia (typu
kiedy mogę iść do łazienki albo kiedy mam jeść posiłki :)), to na pewno On mi
tego nie da. Niektóre rzeczy mam ogarniać samodzielnie i mam sobie z tym
radzić, jak najlepiej potrafię. W praktyce bywa to czasem trudne, bo zdarza
się, że podejmuje decyzje zupełnie inne niż mój Mistrz by oczekiwał. Jednak
uczę się postępować zgodnie z sugestią Mistrza, nawet wtedy, kiedy daje mi wolność
wyboru. Mało tego, czasem mam wrażenie, że dostaje ten wybór właśnie po to, by
zostać sprawdzona jak postąpię decydując sama. Nie pozostaje to bez oceny. Może
to nasza specyfika, może to specyfika, która jest bliska idei Gorean –
uczynienia niewolnicy lepszej, bardziej samodzielnej, ale jednocześnie
postępującej zgodnie z wizją Pana, nawet bez Jego jasnego nakazu.
Innym określeniem z którym się spotkałam odnośnie delegowanie obowiązków jest „mikrozarządzanie”. To częste i typowe w relacjach TPE, gdzie część obowiązków jest oddelegowanych właśnie na niewolnicę/niewolnika i za które on sam odpowiada. Pan/i to też człowiek i zwyczajnie ciężko jest ciągle kontrolować wszystko. Oczywiście można, jeśli jest na to siła, energia i ochota. Wszystko zależy od Pana.
Świetna jest ta strona "Gorean Scribe". Żałuję, że nie umiem lepiej angielskiego.
OdpowiedzUsuńPodpisuję się rękami i nogami pod tym, co zacytowałaś, jak i pod tym, co sama napisałaś na ten temat.
Myślę, że coś w tym jest, że Pan czasem oddaje decyzyjność w ręce swojej uległej/niewolnej, tylko po to, by sprawdzić, czy podejmie taką decyzję jaka Jemu się spodoba. Ja też kiedyś tego doświadczyłam. Czasami jest to trudne... Ale jeśli okazuje się potem, że ta decyzja podoba się Panu, jest ogromna satysfakcja. Przynajmniej dla mnie. :)
Takie zarządzanie wszystkim 24/7 mogłoby być bardzo męczące dla Pana. A niewolnica ma być pomocą... Wciąż jednak to On ma kontrolę i władzę.
Usuń