Wierzchołek góry lodowej?

Wiele osób uważa, że klimat M/s, że relacja 24/7, taka z protokołem, tytulaturą jest sztuczna, jest nienaturalna, jest teatrem, który się odgrywa, jest powierzchowna. A dla mnie to jak...widzieć wierzchołek góry lodowej. Z zewnątrz widać tylko jakieś 10% tego, co jest w środku… A nazwy, etykietki, tytulatura i protokół to tylko ramy, wyraz tego, co kryje się głębiej… A jest nim oddanie, miłość, dominacja i uległość, szacunek, pokora, wspólna droga.

Zastawiałam się jak można przekazać to, co myślę, ale chyba można zrobić to tylko na konkretnych przykładach, subiektywnie. Chce podzielić się obrazkami, kilkoma scenami, zobaczcie je moimi oczami… Są to drobnostki. Momenty.

SCENA 1: PO NASZEMU

Jest wieczór i jesteśmy zmęczeni. Pan zarządza:

-Do łóżka! - mówi. Patrzę błagalnie klęcząc na podłodze... Czekam na te wieczory i są one dla mnie nagrodą za trudy dnia, i wiem, że Pan ma rację, że trzeba pójść spać, a jednak... zwyczajnie mi szkoda. Widzi, że się waham i ostatecznie pozwala mi na to, na drobny kontrolowany bunt. Łapie mnie i urządza drobne przepychanki fizyczne, w których ja „obrażona” próbuję Mu uciec, a On mi nie daje. W końcu łapie mnie, unieruchamia tak, żebym nie mogła się już ruszyć. Patrzy mi w oczy.

-Jesteśmy oboje zmęczeni, przecież wiesz i dlatego trzeba iść spać.

-Wiem Panie... I nawet to lubię, lubię tak spokojnie, że jest tak... po naszemu

Panu mina poważnieje:

-Jest po mojemu – poprawia mnie.

-Oczywiście, jest jak Pan chce - dodaję trochę wystraszona tym, co powiedziałam.

Mina Mu łagodnieje i Pan dodaje już z pobłażliwością i śmiejąc się:

-Nie, jednak masz rację, jest po naszemu... Bo ja tak chcę, chcę żeby było po naszemu...

SCENA 2: POSŁUSZEŃSTWO

Naszykowałam przekąski na wieczór. Przygotowałam wszystko na seans z filmem. Idealny pomysł na deszczowy i zimny wieczór. Pan wyszedł z łazienki. Zgasił światło i podszedł do mnie. Zatrzymałam się i spojrzałam na niego. Zawsze czuję się wtedy taka… mała i naga. Naga dosłownie i w przenośni.

-Pobiegasz zaraz po deszczu.

-Ale jak to? – zaprotestowałam cicho, chyba tylko dla zasady, bo wiedziałam, że to i tak nic nie zmieni.

-Normalnie. Wyjdziesz i pobiegasz.

Przełknęłam głośniej ślinę.

-Nie chce.

-Nie chcesz?!

Pan otworzył drzwi na dwór i wyszedł ze mną. Było ciemno, zimno, mokro, mocno padało. Jednocześnie jednak było w tym coś fascynującego, dzikiego i pociągającego. Przed oczami stanęły mi wszystkie te fantazje z książek, które czytałam. Waham się w sobie. Dlaczego mam to robić? Jaki jest w tym sens? Po co? Nie rozumiem… Bardzo chce rozumieć.

-Biegnij!

Pobiegłam… I zrozumiałam.

SCENA 3: KARA I NAGRODA

Wychodzę z łazienki gotowa na wieczór. Pan wstaje i mówi:

-Nie zrobiłaś tego o co Cię prosiłem. - Owszem… Nie zrobiłam, ale na spokojnie postanawiam się wytłumaczyć. Przerywa mi i mówi najspokojniej na świecie, jakby stwierdzał, że „drzewa są zielone”.

-Jak Cię o coś proszę to ma być to zrobione priorytetowo.

-Tak Panie. Przepraszam. – mówię myśląc, że na tym się skończy.

-Rozbieraj się i kładź tutaj – wskazał mi drewnianą ławkę.

Rozebrałam się i z trudem położyłam na zimne drewno.

-Ile batów powinnaś dostać, żebyś zapamiętała?

-Nie wiem –odpowiadam. Uderza mocno, aż krzyczę.

-Ile batów powinnaś dostać, żebyś zapamiętała? – powtarza pytanie i teraz wiem już, że nie mogę odpowiedzieć „nie wiem”…

-Dziesięć – odpowiadam niepewnie.

Uderza. Oddycham szybko, jestem pobudzona. To nie ten miły, przyjemny subspace… Dziś ból nie jest przyjemnością.

-Leżeć – mówi do mnie jak do psa i odchodzi. Czekam. Wraca i smaruje mnie kremem. Delikatnie. Z czułością. Podnoszę głowę i słyszę:

-Nie ruszaj się i nie odzywaj - Leżę więc spokojnie i poddaje się Jego dłoniom. Każe mi przejść na łóżko. Robi mi masaż. Niesamowite… Zawsze to ja robię masaż. Czuję się jak zwierzątko. Momentalnie zapadam się w tym uczuciu. Zostałam ukarana, a teraz jestem zabawką w rękach Pana, któremu sprawia przyjemność zajmowanie się mną, swoją niewolnicą. Nie pozwala mi mówić, ani patrzeć na to, co robi. Mogę tylko leżeć. Czuję się tak bardzo Jego. Jest mi tak dobrze… Tak na swoim miejscu… Mam ochotę całować Go po dłoniach i stopach z wdzięczności. 

SCENA 4: SMYCZ

Impreza klimatyczna. Trzyma mnie na smyczy. Pokazuje mi, że to On decyduje gdzie chodzimy, gdzie idę, co robię i z kim rozmawiam. Jak gdzieś wychodzi oddaje moją smycz innemu Dominującemu do potrzymania. Taki mały gest, niezauważalny, a wzbudza we mnie ogrom emocji. Bo oto… odebrano mi wolę. Nie mogę decydować gdzie idę, co robię… Nawet nie mogę decydować komu tą smycz odda. A wydawało mi się, że wiele mogę… Jestem dla Niego, jestem Jego. Idę tam, gdzie mnie prowadzi.

Idziemy na pokaz trochę wcześniej. Pan siada na krześle, a ja u Jego stóp. Obok jest druga uległa, a mój Pan i jej Pan rozmawiają… Trzymając nas na smyczy niczym zwierzątka i nie zwracając nawet dużej uwagi na to, co robimy. To wszystko na oczach innych. Niesamowite. Dla obcych i obserwatorów ta scena może być całkiem zwyczajna. Było mało miejsca, więc cóż dziwnego, że siedzimy na podłodze, prawda? Dla mnie była cudowna. Ogromnie znacząca. 

To wszystko dzieje się zawsze zupełnie naturalnie, bez ogromnej powagi (choć bywają i poważne momenty), czasem z ogromną dawką poczucia humoru. Śmiechów, żartów, zawstydzania… mieszanka wymagań i troski. To jest to, czego szukam i pożądam. To jest to, co doceniam i obserwuje czasem w relacjach innych osób. To dla mnie esencja klimatu...


Komentarze

Popularne posty