Co to dla mnie znaczy służyć?
Dla mnie to znaczy
być dla kogoś, być uległa, być przyjemna. Po części jestem taka dla innych
ludzi. Lubię gdy mogę być dla kogoś. Sprawić, że na chwilę jest mu fajnie,
właśnie dzięki mnie. Oczywiście trzeba tu być bardzo rozsądnym i rozważnym, by
nie dać się wykorzystać. Potrafię być asertywna, kiedy trzeba. Ale... Często
dawanie innym trochę siebie jest bardzo satysfakcjonujące. Dla mnie na pewno.
Lubię i potrzebuje ludzi i interakcji z nimi. Lubię dawać im kawałek siebie.
Moja służba Panu
to zupełnie inny poziom. Tu oddaje się cała. Rozpływam się w swojej uległości.
Zatracam się czasem, chociaż pewnie psychologowie powiedzieliby, że to niezbyt
dobrze :). Nie przejmuje się tym bardzo, bo umiem też być sama. Widzę Jego i siebie
jako odrębnych ludzi, ale czasem, czasem staje się z nim jednością. Przeżywam
często sesje bdsm mocno metafizycznie. Subspace (chociaż wiem jak działa na
poziomie fizjologii) jest dla mnie stanem metafizycznym, istnienia poza czasem
i przestrzenią. Zalewa mnie przyjemność płynąca z dawania siebie. Z bycia dla
kogoś.
Ale moje służenie
to nie tylko subspace w czasie praktyk bdsm. To także codzienność. Czasem ta
trudna. Kiedy to ja zwlekam się z łóżka, chociaż chciałabym powiedzieć
"wstań sam". Milczę i wstaje. Kiedy mam ochotę posiedzieć wieczorem
dłużej, a Pan rzuca "do łóżka", w środku się czasem złoszczę, ale idę
grzecznie spać.
Uczona jestem by
być posłuszna i chyba w końcu wychodzi mi to coraz lepiej. Kiedy Pan mówi A mam zrobić A. Nie tak jak kiedyś, zrobić B,
potem zapytać Pana czy nie woli bym zrobiła C itd. A to A. Kropka. Im mniej się
buntuje, tym.. Paradoksalnie jest nam obojgu lepiej i spokojniej. Bo niejako
"karmie się" jego zadowoleniem. Tak jak masochistka "karmi
się" bólem. To też znam. Ale same doświadczenia fizyczne to tylko kropla w
morzu innych.
Bez służenia, bez poczucia przynależności czegoś mi
brakuje. Nie czuję się w pełni sobą. Ta relacja to dla mnie bezpieczny port,
przystań która chroni mnie przed sztormami, które czasem są na zewnątrz. Z Nim
chce po prostu być niewolnicą, chce być odebrał mi kontrolę, wyczyścił głowę z
myśli, by nic więcej nie istniało. Chcę by zabrał mnie w inny świat. I
robi to... :).
Wiem, że podobne treści się już tu pojawiały, ale
chyba potrzebuje zapisać je jeszcze raz. Świadomiej. Ostatni czas wymagał ode mnie
przemyślenia pewnych spraw na nowo, chyba doświadczyłam swoistego kryzysu
klimatycznego. A
jednak idę dalej coraz bardziej świadomie i racjonalnie patrząc na bycie
kajirą, na to, co to znaczy nią "być", nie w fantazji, ale w
rzeczywistości. I mimo tego, że zdaje sobie już sprawę zarówno z cieni, jak i
blasków - nadal i coraz mocniej czuję, że to właśnie ja. Kajira na smyczy
swojego Mistrza.
---
Wróciłam po przerwie. Pan pozwolił. Tęskniłam za tym miejscem. Niech więc będzie. Witajcie ponownie w moim świecie.
awe bardzo się cieszy z powrotu orji...bardzo...
OdpowiedzUsuńPiękne są twoje przemyślenia, to jak opisujesz oddanie, orja jest taka prawdziwa ...
ona dziękuje za to że może ponownie czytać o tak pięknych emocjach 🙂