Goreańskie klimaty - fantazja nr 4 :)
- Przygotujcie niewolnicę, uczeszcie, umyjcie i zostawcie w moich kwaterach. Chcę by tam czekała, gdy wrócę.
Dokończyłem obowiązki i udałem się do swoich kwater. Zastanawiałem się jaka będzie ta nowa niewolnica. Miała długie brązowe włosy, była dość szczupła, niewyszkolona jeszcze w pełni, możliwe, że będzie musiała posmakować mojego bata. To może i lepiej. Kupiłem ją, bo coś mnie w niej urzekło. Jakiś błysk w oku. Nie była wybitnie piękna, ale miała w sobie coś pociągającego, podniecającego… coś, co sprawiło, że jej zapragnąłem. Nauczyłem się już, że piękno to nie tylko fizyczność, może to właśnie ten błysk w jej oczach mnie do niej przyciągał? Miałem już kilka niewolnic, część oddałem, część sprzedałem. Pozostały dwie, które były mi bliskie, usługiwały mi w sypialni i przy stole. Amari i Kari. Ta była trzecia. Jeszcze jej nie nazwałem. Więcej niewolnic nie planowałem na razie kupować. Każdej chciałem poświęcać uwagę, poznać jej duszę… a do tego też trzeba czasu. Często bawiłem się z nimi dwoma, ale tym razem chciałem poświęcić cały wieczór i noc tej nowej. Pierwszy raz jest bardzo ważny. Byłem lekko podekscytowany na tę myśl.
Kiedy otworzyłem drzwi do swoich kwater Amari i Kari, których tam miało nie być, przestraszyły się i szybko uklęknęły
- Mistrzu… przepraszamy… - podszedłem do nich i pogłaskałem po głowach. Uspokoiłem je niczym wystraszone zwierzęta.
- Widzę, że dotrzymujecie siostrze towarzystwa. Nie gniewam się. W końcu tu śpicie, ale teraz... wyjdźcie.
Skłoniły się, by ucałować moje stopy, następnie szybko podniosły się i wyszły. Zostaliśmy we dwoje.
Patrzyła w moje stopy, bojąc się spojrzeć mi w oczy, klęcząc na podłodze.
- Spójrz na mnie. – powiedziałem łagodnie.
Podniosła swoje oczy. Były błękitne, niczym niebo. Spojrzała ze strachem, ale i nadzieją.
- Jesteś z Ziemi?
- Tak... Mistrzu.
- Zostałaś nauczona co to znaczy być kajirą?
- Trochę Mistrzu… w kwaterach dla niewolnic przeszłam podstawowe szkolenie, lecz nie miałam jeszcze Pana.
- Wiem, to się dobrze składa. Nauczę Cię jak mi służyć. Jeśli będę zadowolony z Twoich postępów – zostaniesz tutaj. Z Amari i Kari. Będziesz wiodła całkiem dobre życie. Jestem wymagającym, ale sprawiedliwym Panem. Jeśli nie spełnisz moich oczekiwań – sprzedam Cię osobie, która zaoferuje najwięcej. Możesz trafić do pracy na pola, albo do Tawerny.
Wiedziałem, że te słowa zrobią na niej wrażenie. Wiedziała, że ma szczęście, że nie trafiła źle, a to sprawi, że będzie się starać tu zostać.
- Wymagam absolutnego posłuszeństwa i bycia przyjemną. Masz być uśmiechnięta, chętna i miła. Na każde pytanie odpowiadasz szczerze. Mówisz mi o wszystkim. Nie masz prawa do tajemnic. Nie masz prawa do sprzeciwu. Jesteś narzędziem, moim. Rozumiesz to?
- Tak, Mistrzu… - odpowiedziała drżąc.
Dotknąłem jej obroży. Była metalowa, ciężka, z kółkiem do którego przypięty był łańcuch. Nachyliłem się i odpiąłem go.
- Wstań!
Podniosła się posłusznie, choć nie bez trudu, gdyż miała związane ręce. Oglądałem jej ciało, badałem i dotykałem. Dotknąłem jej kobiecości. Była mokra.. uśmiechnąłem się do siebie na myśl, że dobrze wybrałem i nie pomyliłem się co do niej.
- Każdy kawałek tego ciała jest mój. Nie należysz już do siebie. Jesteś moja. Będziesz służyć mi tak, jak sobie zażyczę.
Podszedłem do stolika i sięgnąłem po nóż, który tam leżał. Podszedłem do niej. Zobaczyłem w jej oczach strach.
- Nie ruszaj sie!
Spięła mięśnie, instynktownie. A ja dotknąłem zimnym ostrzem jej karku. Zjechałem niżej. Przez chwilę ostrze dotykało jej skóry. Zadrżała. Wiedziała, że jestem teraz Panem jej losu. A potem nagłym, pewnym ruchem przeciąłem jej więzy na dłoniach. Weschnęła głęboko. Odłożyłem nóż. Spojrzałem na nią. Zastygła w oczekiwaniu. W jej oczach dostrzegłem pożądanie. Nie miałem już ochoty gadać, paliła mnie żądza. Chciałem jej zasmakować.
(...)
- Dziękuję Mistrzu! – rzuciły się mi do stóp by podziękować. – Czy jest jeszcze coś, co możemy dla Ciebie zrobić, Mistrzu?
- Narazie nie – ale chodźcie na łóżko. Jestem z Was wszystkich bardzo zadowolony. Muszę Cię jakoś nazwać – zwróciłem się do nowej.
Spojrzała niepewnie, ale z uśmiechem. Poddała się mi pierwszy, ale nie ostatni raz. Drżała jeszcze i dochodziła do siebie. Zasmakowała tego uczucia i teraz już zawsze będzie go pragnąć. Będzie pragnąć tej dominacji i władzy, jaką ma nad nią Master.
- Będę Cię nazywał Fari. - uśmiechnąłem się.
- Dziękuję Mistrzu – odrzekła Fari i przytuliła się do mnie, nieśmiało. Amari i Kari patrzyły oczerowane na tę scenę. Przytuliły ją i powitały ponownie jako swoją siostrę. Między Amari i Kari była specyficzna czułość i bliskość. Obdarzyły nią także Fari. Wystarczyło im wiedzieć, że ona mi się podoba, że jest moja, aby obdarzyły ją sympatią i bliskością.
- Dobrze. A teraz zabawcie mnie miłą rozmową. Amari, a Ty nalej mi wina.
Długo jeszcze leżeliśmy wszyscy na łóżku i rozmawialiśmy. Rozluźniały się wtedy, a ja czerpałem z tego radość. Uwielbiałem ich słuchać i z nimi rozmawiać. Czuć ich energię, radość, witalność. Zaglądanie w ich duszę i umysł sprawiało mi zdecydowanie dużo satysfakcji, może nawet więcej niż tylko posiadanie ich ciała. Nie chciałem bezmyślnie posłusznych niewolnic. Chciałem by ich posłuszeństwo wynikało z ich woli, chęci, oddania. A kiedy przyszła pora spać każda ułożyła się z jednej strony mojego łóżka. Z prawej, z lewej i u stóp. Spały na podłodze na swoich legowiskach przypięte łańcuchami. To był dobry wieczór. A jutro… jutro go powtórzę. Ale tym razem zabawię się z wszystkimi trzema na raz. Bo mogę. Mogę zrobić co tylko mi się podoba. To uczucie także uzależnia. Gdy raz go doświadczysz, gdy doświadczysz uległości niewolnicy - to pragnienie będzie w Tobie obecne już na zawsze.
(tekst ze specjalną dedykacją :))
Och...piękne opowiadanie... naprawdę, czytając przeniosła się awe na Gor....
OdpowiedzUsuńDziękuję za to, że piszesz.
Dziękuję :)) miło Cię tu widzieć :)
Usuń