Podeptana duma :)
Mój Pan powiedział ostatnio ważną rzecz "posłuszeństwo seksualne jest łatwe, bo sprawia Ci przyjemność, najtrudniejsze jest posłuszeństwo w codzienności, w tych sytuacjach, kiedy jesteś zmęczona, masz dość, nie chcesz czegoś zrobić, ale robisz to, bo ja tak mówię".
I jest w tym prawda. To
jest najtrudniejsze i sprawia mi czasem pewne trudności, jednak staram się nad
sobą pracować. Chyba nie do końca byłam świadomą jak wiele wysiłku będzie mnie
to kosztować. Nie sądziłam, że taka relacja tak bardzo nauczy mnie panowania
nad sobą i emocjami. Choćbym nie wiem jak zła była, miała ochotę odpowiedzieć
"nie chce" nie mogę tego zrobić. Nawet kiedy bywam zła lub zmęczona,
i tak to nic nie zmienia.
Pan przypomniał mi
wczoraj ponownie zasady: posłuszeństwo i absolutnie zakaz jakichkolwiek
dyskusji czy wątpliwości publicznie przy innych ludziach. Mam prawo mieć uwagi,
mam prawo mieć inne zdanie i mogę je przedstawić w cztery oczy i na spokojnie.
Wczoraj byłam zła... A
On po tej rozmowie "dyscyplinującej" przyciągnął mnie jakby nigdy nic
za obroże do siebie i zaczął całować, w ogóle nie przejmując się tym, że jestem
zła. A ja zastanawiałam się
tylko przez chwilę, kiedy trzymał mnie za obroże, jak prawdziwy jest ten cytat
z Kronik "nie masz się szanować, masz być sobą". Znowu zdeptałam
swoją dumę (od dawna to robię :)), która podpowiadała mi "jesteś zła na Niego, nie rób tego,
przecież nie musisz tego robić, nie musisz... ". Ale kiedy to myślałam i
walczyła we mnie ta wolna i dumna kobieta, jednocześnie pragnęłam bardziej by
mnie nie puszczał, by mnie dotykał, by mnie używał, bo od tego jestem. I
ostatecznie to ta strona wygrała, tę chwilową - wyłącznie myślową - walkę.
W głowie rezonowały mi
słowa, które przed chwilą w trakcie rozmowy ze mną powiedział "nie masz
prawa do żadnych negocjacji, własność nie negocjuje", kiedy próbowałam
dyskutować i negocjować swoje zdanie odnośnie różnych codziennych spraw.
Na koniec leżałam na
łóżku i wyszeptałam tylko "chyba jestem beznadziejna współczesną
kobietą" Tak wyrzec się swojego zdania i swoich praw? Zdecydowanie
podeptałam wczoraj swoją dumę. Nie pierwszy raz. Nie ostatni zapewne. Dziwnie
mi z tym. A jednocześnie… przyjemnie. Bardzo.
Uczono mnie, wpajano mi, a wręcz wymagano ode mnie zupełnie innego zachowania niż tego którego pragnę...to pewnie dlatego pojawia się bunt, bo przecież moja duma powinna być najważniejsza, lecz teraz już wiem że to Pan i jego zdanie jest najważniejsze...
OdpowiedzUsuńCiągle walczę ze sobą, ciągle jeszcze walczę z tym czego mnie nauczono i co mi wpajano....
Zwłaszcza jeśli mam wykonać coś co wykracza w moim mniemaniu poza moje granice...lecz to są moje granice, w mojej głowie ... są do przekroczenia....i przekonałam się ,że można zrobić coś co wydawałoby się w moim przekonaniu nie do wykonania....bo to tylko moje mniemania, a to nie ma znaczenia....
Wydawało mi się, że nie będę szczęśliwa po takim zadaniu, że to złamanie mnie przez Pana spowoduje frustrację i złość...i jak zawsze myliłam się, a Pan miał rację bo poczułam takie szczęście, i taki spokój...
Tak bardzo chciałabym odbierać polecenia Pana bez oporu i złości, ale ciągle jeszcze się pojawią we mnie bunt i złość i wrażenie właśnie jak to określiłaś podeptania dumy....bardzo mnie to martwi wiem że to jest złe ....
Dziękuję Ci za ten artykuł...bardzo pomaga mi czytanie Ciebie :)
OdpowiedzUsuńNiestety też często walczę z tą wewnętrzną wolną kobietą, która ciągle próbuje się buntować. Ciężko jest czasem podeptać swoją dumę... Wszyscy wokół wpajają nam, kobietom, że nie należy poddawać się mężczyźnie, że staromodne podziały są złe i wydaje mi się że siłą rzeczy to siedzi gdzieś w mojej podświadomości. Koniec końców satysfakcja z tego, że uda się tą dumę podeptać jest ogromna, więc warto walczyć, tym bardziej że za każdym razem jest odrobinę łatwiej.
OdpowiedzUsuń