O uległej typu "brat" (bratty)
Ten post nawiązuje do poprzedniego, o mojej zmianie myślenia i byciu bratty :).
Brat (bratty) to niesforna i krnąbrna uległa, albo uległa, która prowokuje, by zostać ukarana, gdyż kara oznacza dla niej przyjemność i uwagę od Pana. W zasadzie jest przeciwieństwem naturalnej niewolnicy, czyli tej posłusznej samej z siebie. Część uległych (a także niewolnic! - chociaż dużo rzadziej) jest gdzieś pomiędzy na skali, mogą być zasadniczo posłuszne i spokojne, ale czasem przejawiać zachowania „brat”, np. kiedy Pan akurat nie poświęca im za dużo uwagi.
W zasadzie to spotkałam
nawet dwie definicje tego słowa „brat”. Jedną pozytywną, a drugą negatywną. Ta
pozytywna akcentuje to, że zachowania tego typu są częścią zabawy i gry między
Panem i uległą. Przez niektórych Dominujących mogą być nawet pożądane. Uległa
daje im bowiem okazję do wykazania się, do utemperowania i ukarania jej. Taka
idealnie „grzeczna” uległa mogłaby być dla nich zwyczajnie… trochę nudna. Zachowania „brat” są więc tak naprawdę w
takiej sytuacji przez Dominującego chciane i pożądane.
Z drugiej strony wielu
Dominujących i Masterów nie akceptuje zachowań typu „brat”. Oni chcą właśnie
tej przewidywalności, stabilności, posłuszeństwa. Nie chcą by uległa ich
prowokowała, a jeśli ma potrzebę uwagi czy zabawy, albo nawet chłosty – ma o to
poprosić. Odbierają oni wtedy jej prowokacyjne zachowania za zmuszenia ich do
wymierzenia kary, działanie wbrew ich woli. To podejście zdecydowanie przeważa
w Gorean Lifestyle, ale dużo, ogromnie dużo zależy od konkretnego Mastera
(czasami drobne, małe „zaczepki” mogą być dozwolone w granicach określonych
przez Pana, są nawet na to przykłady w Kronikach, ale na pewno nie jest dozwolone jawne nieposłuszeństwo). Osobiście
rozmawiałam z Masterami, którzy nigdy nie ukarali fizycznie swojej niewolnicy
albo nawet w ogóle nie ukarali. Mówią, tłumaczą, rozmawiają i zwracają uwagę.
Tyle. A jednak jest to relacja bardzo klimatyczna, ustrukturyzowana i
spełniająca potrzeby obu stron.
Ta negatywna definicja
„brata” to po prostu okazywanie celowego nieposłuszeństwa, postępowanie wbrew
zasadom, manipulowanie Dominującym w pewnym sensie, aby osiągnąć swój cel.
Zdecydowanie nie jest to zachowanie pozytywne.
W żadnej relacji.
To jak „brat” (w tym pozytywnym spojrzeniu)
będzie postrzegany zależy od konkretnego Dominującego. W mojej relacji takie
zachowania nie są akceptowane. Pojawiały się one na początku. Bardzo chciałam
wtedy doświadczyć dominacji, siły i bezkompromisowości Pana. Kilka razy
pozwolił mi tego doświadczyć. Ale z zasady jednak robił często coś odwrotnego –
po prostu karał mnie brakiem kary, rozmową właśnie, wyjaśnieniem…
W rozmowach z uległymi
często słyszę takie argumenty, że Pan „musi mnie złamać”, „muszę to poczuć”. I
poniekąd rozumiem te pragnienia. Bo sama też chciałam poczuć i poczułam…
nazywam ten okres – okresem szkolenia (czasem mówi się tresura). A jednak zmieniłam
myślenie (o czym pisałam w poprzednim poście). Nie jestem idealna, pewnie nigdy nie będę, ale staram się dawać z
siebie dużo i nie oczekiwać wiele. Obiecałam posłuszeństwo i staram się tego
dotrzymać. Gdy potrzebuje wrażeń – proszę o nie i liczę się z odmową. Samo
służenie mojemu Panu jest moją nagrodą.
Ostatnie zdanie wpisu jest najpiękniejszym podsumowaniem Twojego postu.
OdpowiedzUsuńJesteś taka pokorna i oddana w swojej służbie Panu, to piękne...
Dziękuje, staram się, chociaż jak widzisz bywa(ło) różnie :).
UsuńIdealnie to ujęłaś, świetny tekst. Dziękuję.
OdpowiedzUsuńDziękuję bardzo :)
UsuńLubię Pana czasem zaczepiać. Jest to jakaś część zabawy, ale jest też granica, którą w takim przypadku bardzo łatwo przekroczyć. U mnie Pan zazwyczaj stara się jakoś zasygnalizować, że "już starczy" jak sama się nie "ogarnę" :P
OdpowiedzUsuń