Czy kajira może służyć Panu, który nie jest Goreaninem?

To pytanie, które pojawia się od dawna. Postanowiłam się z nim zmierzyć z imieniu innej osoby, ale być może warto podzielić się przemyśleniami w szerszym gronie.

Niektóre osoby odmawiają prawa niewolnicy do używania słowa „kajira”, jeśli nie ma ona Pana, który określa się i identyfikuje jako Master Goreański. Argumenty, który często padają są takie, że kajira to po prostu niewolnica posiadana przez Goreanina. Porozmawiałam na ten temat z kilkoma Goreanskimi Wolnymi i z kajirami. Okazuje się, że taka opinia nie jest opinią powszechnie podzielaną, wręcz przeciwnie.

Większość osób wypowiedziała się w podobnym tonie:

- Jeśli żyjesz wg filozofii goreańskiej możesz nazywać się kajirą, nawet jeśli służyć Panu, który się tak nie identyfikuje.

Oczywiście należy teraz dodać coś bardzo ważnego. Bycie kajirą  to nie jest „kink” czy bycie „super niewolnicą” (kajira to po prostu niewolnica, nic więcej, nic ponadto, „just a slave”). Jeśli to są powody do określenia się w ten sposób, lepiej tego nie robić. Motywacja jest więc kluczowa. Jeśli jednak świat Gor jest dla Ciebie inspiracją i zgadzasz się z filozofią goreańską, czytasz Kroniki (wypadałoby, jeśli chcemy w to wejść i rozumieć o czym mówimy), chcesz się w tym rozwijać, to możesz to robić. Nie ważne czy jesteś niewolnicą Pana goreańskiego czy BDSM. Samym Goreaninem można nazywać się w ogóle nie będąc w relacji. Można identyfikować się jako Wolna, czy Wolny. Nawet kajirą może nazywać się kobieta, która nie jest w relacji. Weźmy pod uwagę taki przykład: kajira ma Pana, zostaje wyszkolona, ale rozstają się. Ona nadal czuje się kajirą, zachowuje się tak i tak się identyfikuje. Mimo, że obecnie nie ma Pana. Podobnie Master Goreański nie musi mieć kajiry by nazywać się Masterem.

Kluczowe jest więc zidentyfikowanie się z pewną filozofią, etosem i style życia. I każdy decyduje o tym indywidualnie. Nie ma żadnych „zasad” wejścia, nikt nie musi tego sprawdzać, ani potwierdzać. Nie ma żadnej „rady naczelnej” czy organu zarządzającego, który decyduje, kto ma prawa do tego tytułu.

Jedyna drobna rzecz, która powinna być może wzięta pod uwagę dotyczy możliwości rozbudzenia swojej uległości lub swojej dominacji. Ten świat może kogoś zafascynować na tyle, że zapragnie być w takiej relacji. Wtedy mogą pojawić się rozbieżności między relacją w której jesteśmy, a takiej w której byśmy chcieli być. Jeśli jest to relacja TPE to zapewne w jakiś sposób będzie to zaspokajać te potrzeby (Pan po prostu włącza elementy do relacji, niewolnica może Pana zainteresować tematem i będzie to początek wspólnej podróży). Może być jednak tak, że druga strona absolutnie nie wyrazi jakiejkolwiek chęci czy otwartości. Jeśli spojrzenia będą kompatybilne, zapewne będzie to działać właściwie. Ale może zdarzyć się tak, że wzajemne potrzeby zaczną się rozjeżdżać. A jeśli jesteśmy w waniliowym związku, to może pojawić się dodatkowo duży dysonans, między tym czego byśmy chcieli, a tym, co mamy na co dzień. Trzeba to wziąć pod uwagę.

Komentarze

  1. Dziękuję za wiadomości zawarte w tym wpisie, niektóre rzeczy mnie zdziwiły, odbierałam je nieco inaczej....

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Efekt rozmów, chociaż zapewne nie wszyscy się z tym zgodzą.

      Usuń
  2. To zupełnie inne podejście, niż to, z którym dotychczas się spotkałam.
    Dziękuję za ciekawy wpis.
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dlatego też zasięgnełam opinii też zagranicznych środowisk :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty