Konsensualna niekonsensualność (czyli spójrzmy z dystansu)

Już raz poruszyłam wątek konsensualności przy wchodzeniu w relację Pan i niewolnica. Za namową mojego Pana i na Jego polecenie, po rozmowie z Nim na ten temat, chciałabym napisać o konsensualności w istniejącej już relacji Pan i niewolnica. Odniosę się do naszych doświadczeń, zawrę tutaj też opinie z dyskusji z innymi, również Goreanami w środowisku międzynarodowym. Moja opinia nie jest więc odosobniona, wręcz przeciwnie. Odniosę się też do sytuacji, co jeśli coś idzie nie tak. [W tekście odnoszę się do relacji goreanskiej, dla osób, które się z tą tematyką nie spotkały: używając pojęć bdsm możemy ją nazwać najbliższą relacji M/s TPE 24/7. My czerpiemy z obu źródeł i bdsm, i GL, co nie jest sprzeczne.]
1. Konsensualna zgoda na niekonsensualność 
Często w dyskusjach, szczególnie w środowisku bdsm, pojawiają się zarzuty wobec relacji M/s lub tym bardziej wobec takiej relacji goreanskiej, że nie jest to relacja konsensualna i prowadzi do nadużyć. Argumenty, które są podawane to np. fakt, że niewolnica nie ma prawa do sprzeciwu (jej obowiązkiem jest posłuszeństwo) lub nie ma prawa do odejścia od Pana bez jego zgody i "uwolnienia jej". To wszystko prawda, lecz musimy spojrzeć na to przez odpowiedni pryzmat. Wchodząc dobrowolnie w taką relacje konsensualnie godzimy się na elementy niekonsensualne i potwierdzamy to, bo tego chcemy. Godzimy się na cały "zestaw" i akceptujemy to w całości. Dopóki relacja trwa, dopóty zasady i cały ten "zestaw" obowiązują. Zapewne spotkaliście się z terminem CNC (consensual non consent), ten termin wydaje się tutaj dobrze pasować. Nie mam jednak na myśli zastosowania jej do sesji, ale co całej relacji(!). 
Podam Wam przykład, który został użyty w rozmowie i który pozwoli mi być może lepiej przestawić ten temat. Kiedyś powiedziałam Panu w buncie, że nie chce już być niewolnicą. Pan mi odpowiedział "nie zgadzam się i nie Ty o tym decydujesz, tylko ja, to czy Cię uwolnię to moja decyzja". Przyjęłam tą odpowiedź, choć nie bez emocji. W gruncie rzeczy, w środku, dokładnie takiej odpowiedzi chciałam. Dla mnie uwolnienie mnie byłoby sygnałem, że Panu już nie zależy. Bo ja CHCĘ de facto, żeby On mnie nie uwalniał. Chcę, żeby tak było. Jest to więc wg mnie konsensualna niekonsensualności, jakkolwiek to brzmi. Jest to konsensualne. Taką sytuację miałam nie tylko ja, i identyczna sytuację opisała jedna z innych niewolnic. 
Dlaczego? Odpowiem na swoim przykładzie. Ja tego potrzebuje, potrzebuję nie mieć wyboru, potrzebuję utracić kontrolę, nie mieć prawa do "nie", chciałam, żeby moje niewolnictwo było naprawdę, na serio. Ja z tego faktu czerpie przyjemność i satysfakcję. Chcę "należeć" do Pana, czuć się własnością, pewnym skarbem, który jest Jego, bez granic. To nie tak, że Pan zawsze mi przytakuje, że zawsze jest miło i fajnie. Bywa surowo i wymagająco, i tak właśnie chcę, żeby było. Ale... wszystko to pięknie wygląda w teorii. Żeby to właściwie funkcjonowało, trzeba się dobrze znać, znać swoje reakcje, ufać sobie i trzeba też dużo rozmawiać. Nie uda się to bez zaufania i efektywnej komunikacji! 
Mój Pan bardzo dba o bezpieczeństwo w naszej relacji. Bezpieczeństwo szeroko rozumiane - zarówno fizyczne, jak i psychiczne. Liczy się z moimi emocjami i potrzebami. Dbanie o bezpieczeństwo i wzajemny komfort ma u nas jeszcze inny praktyczny aspekt. Mamy swoiste narzędzie "zabezpieczające". Czasem rozmawiamy o swojej relacji z dystansu. Rozmowa przebiega w atmosferze dużej otwartości. A ja szczerze mowie "podoba mi się" (lub czasem też dzielę się uwagami, tym co mi przeszkadza, co chciałabym zmienić itd). Dla Niego to sygnał, że jest OK, że chce iść dalej, ale też sygnał, szansa na skorygowanie czegoś. Dzielę się tym, bo być może ktoś z takiego rozwiązania będzie chciał również skorzystać. Bardzo je polecam. Rozmowy takie odbywamy w zależności od potrzeby i jeśli jedna ze stron czuję, że coś idzie nie tak. 
2. Relacja Pan i niewolnica to związek i podlega takim samym prawom
Zanim przejdę dalej, poczynię jeszcze jedna uwagę. Relacja goreanska jest związkiem, a Pan i niewolnica to ludzie. W każdej relacji mogą zdarzyć się trudne momenty, powodowane np. stresem (nie żyjemy w świecie idealnym). Zdarzają się one także w relacji Pan i niewolnica. Mówię tu o zwyczajnych, ludzkich sytuacjach, o czasowych kryzysach, z którymi w każdej relacji się mierzymy i które choć trudne, nie są przecież powodem do jej zakończenia (i każdy, kto choć raz był w związku dobrze wie, co mam na myśli). Relacja M/s podlega pod tym względem tym samym prawom, co inne. 
Ma to też jednak druga stronę. Związek podlega takim samym prawom, co inne, i dlatego także w takiej relacji może pojawić się np. przemoc, nadużycia, notoryczne naruszanie granic drugiej strony, utrata zaufania itd. Jednym słowem może ona zacząć funkcjonować nieprawidłowo (i będzie to coś więcej niż tylko przejściowy kryzys). Co wtedy? 
To już zależy od ludzi, od tego gdzie znajdują się nasze granice, co jest dla nas akceptowalne, a co nie. Na pewno to jest moment na rozmowę i zastanowienie się co dalej. Można spróbować to razem naprawić. Jeśli się nie uda i wszystkie metody zostały wykorzystane, rozwiązaniem ostatecznym jest zakończenie relacji. Co jeśli w takiej sytuacji o uwolnienie prosi niewolnica i nie dostanie zgody? Pamiętajmy o jednym... jeśli Pan dopuszcza się przemocy, nadużyć... On sam niejako łamie poczynione zobowiązania i dynamikę, jednym słowem podjęte wobec siebie zobowiązania przestają obowiązywać. Gorean Lifestyle, tak samo jak i bdsm nie może być używane jako etykietka do usprawiedliwienia wykorzystywania. 
Niewolnictwo goreanskie jest konsensualne. Ktoś być może powie, że na Gor nie było. Tak, ale Gor to świat wymyślony, fikcja literacka, inspirująca, pobudzająca, zawierająca wątki filozoficzne… ale wciąż to świat wymyślony, oparty na swoich zasadach. Bądźmy więc racjonalni i dorośli. Żyjemy na ziemi i podlegamy prawu. A każda osoba, która dopuszcza się przemocy wobec drugiej musi liczyć się z konsekwencjami, także prawnymi (jak wyrok sądowy). Dbanie o konsensualność relacji leży więc przede wszystkim w interesie Pana. Jeśli niewolnica chce naprawdę odejść i relacja się nie układa to w jego interesie leży uwolnienie jej, żeby nie skończyć jako oskarżony w procesie o przemoc i nadużycia. W tym wypadku relacja goreanska nie różni się od jakiekolwiek relacji (małżeństwa, relacji zawodowej itd.). Wszędzie może dojść do nadużyć. Jeszcze jedna ważna uwaga. Sprawcą przemocy nie zawsze musi być Pan (również opieram się tutaj na dyskusji w środowisku). Zdarzają się sytuację, że sprawcą przemocy jest niewolnica (dużo rzadziej ale jednak). 
Nawet w Kronikach o Gor w ekstremalnych sytuacjach one ryzykując swoje życie (a więc nie z błahych powodów), ale jednak - uciekały od okrutnych Panów. W normalnej i zdrowej sytuacji (i w założeniu, że obie strony zrobiły to świadomie i poważnie to traktują, zwyczajnie zależy im na sobie i na związku) nikt nie będzie chciał uciekać, bo przecież taka relacja po coś została stworzona, zaspokaja potrzeby obu stron, obie strony inwestują w nią czas i tworzy sie zwyczajnie bardzo silna intymność i silna więź. Doświadczając takiego oddania po prostu chce się więcej i więcej (po obu stronach). 
Podsumowując: Relacja Pan-niewolnica powinna być konsensualna. Jeśli ktoś twierdzi inaczej - to nie jest Gorean Lifestyle, to jest nadużycie, to jest przemoc i nie ma nic wspólnego z GL (ani z BDSM zresztą). 

Cytując autora Kronik o Gor, J. Norman: "If it is not beautiful, it is not Gorean." =„Jeśli to nie jest piękne, to nie jest goreanskie”.

Komentarze

  1. Bardzo dziękuję za ten artykuł, wyjaśniłaś zawiłości bardzo trafnie i dostępnie... dziękuję

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, uważam ten wpis za bardzo ważny... Zresztą napisany na polecenie mojego Pana. :)

      Usuń
  2. WIdzisz, mam duży problem z jedną rzeczą.
    To, co opisujesz w pierwszej części - to blankietowa zgoda.
    Blankietowa zgoda to gówno, a nie zgoda. Jest to cwany pomysł na obejście konsensualności - wykorzystując pozorną konsensualność.

    Zgoda ma znaczenie i sens tylko wtedy, kiedy w każdej chwili możesz wycofać.
    Sam pomysł udzielenia zgody na zaś, na wszystko - jest idiotyczny w swojej koncepcji. Nie masz pojęcia na co i jak się zgadzasz, ale się zgodziłaś, więc spoko? Nie, bez jaj. Musisz mieć w każdej chwili możliwość wycofania zgody.

    Jeśli takiej możliwości nie ma, to pozorna konsensualność służy wyłącznie mydleniu oczu uległym i niewolnicom. Po to, by jeden z drugim skurwiel mógł powiedzieć "zgodziłaś się kiedyś, teraz twoja niezgoda nie miała znaczenia, a ja miałem prawo".
    Nie miał.

    Ja wiem, że powiesz "dobry pan tak nie zrobi, dobry pan jest dobry" - ja się zgodzę, dobry pan tak nie zrobi. Natomiast tym tekstem tylko utwierdzasz tą gównianą koncepcję, że miał prawo i to jest konsensualne.

    Czym to się w praktyce różni od niekonsensualności z uzasadnieniem "jesteś moją własnością, miałem prawo" ? Niczym. Jak się pan obroni przed zarzutami od strony prawnej, o niekonsensualne zachowania - gwałty, pobicia, uszkodzenia ciała? Nie obroni się.

    I bardzo, kurwa, dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam wrażenie, że nie do końca się zrozumieliśmy jednak. Ja wlansie tym tekstem dokładnie chce pokazać to, że ta zgoda może zostać wycofana. Ale sztuka jest to, żeby nie była, żeby starać się to tak robić z obu stron, żeby do tego nie doszło. Wycofana zgoda na taką relacje to koniec relacji. Ponadto w taka relacje wchodzi się w pełni świadomie, i budując ją na solidnych podstawach. A jeśli moiwmy o gwałcie czy pobiciu.. Takim robieniukrzywdy dla robienia krzywdy. To już jest przemoc.

      Ponadto "Nie masz pojęcia na co i jak się zgadzasz, ale się zgodziłaś, więc spoko?" - tu się nie zgodzę, zawsze trzeba wcześniej uzgodnić jak obie strony to widzą i jakie są ich granice.

      Usuń
    2. Ja wiem też, że wszytsko jest sprowadzane do tego, że Pan okaże się być złym człowiekiem, i tak trzeba się zabezpieczyć przed tym, ale to tak samo w jak w każdej innej relacji. Staram się pokazać swoim blogiem, że taka relacja MOŻE być udana i piękna, chociaż jestem swiadoma zagrożeń... I chyba wlansie dlatego piszę i dlatego tu jestem.

      Usuń
  3. Vallar nikt nie zgadza się w ciemno, należy najpierw dobrze omówić jak relacja będzie wyglądała, jakie Pan będzie miał oczekiwania, czego będzie wymagał. W trakcie trwania relacji Pan również nie może działać wbrew prawu. GL polega na rozegraniu relacji tak by była zgodna z zasadami GL i prawem. Owszem głosi się że niewlnica nie może powiedzieć nie ale ważne jest też by głosić że Pan nie może łamać prawa. Gwałt, pobicie to przemoc, coś nie zgodnego z prawem. (Z racji zawodu Ty to dobrze rozumiesz) Niewolnictwo GL nie jest niewolnictwem rozumianym przez prawo. GL to niewolnictwo konsensualne wlasnie. Gdzie obie strony poznają się maksymalnie i starają by potrzeby obu stron były zaspokajane i by żadnej ze stron nie stała się krzywda czy to o podłożu psychicznym czy fizycznym.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty