Służenie jest przywilejem…


Kiedyś myślałam, że służenie to coś, co mi się należy. Ja mam przecież prawo, prawo do tego, żeby służyć, potrzebuje tego, chcę tego, taki mamy układ, o to w tym przecież chodzi. A zadaniem mojego Pana jest mi to dać. To jest Pana obowiązek. I oczywiście – zgadzam się – taki układ po coś jest, z jakiegoś powodu przecież dwie strony w to weszły i mają swoje potrzeby. Ale chodzi mi o coś innego… jeśli Pan nie dawał tego tyle, ile chciałam, buntowałam się, trochę, żeby „wymusić” Jego dominację, karę, zajęcie się mną. Sprawdzałam i testowałam.

Ale Pan był mądrzejszy ode mnie, szybko mnie przejrzał, nigdy się nie „złamał”, nie pozwolił na to, abym to ja decydowała, za to szybko ukarał mnie odpowiednio… Niesamowite, że Pan robi czasem intuicyjnie dokładnie to, co powinno być zrobione. Za prowokowanie nie otrzymywałam nic. Byłam odsuwana i pokazywano mi, że służenie nie jest moim prawem, jest moim przywilejem. Bo niewolnica nie ma praw… Kilka razy odsuwał mnie od siebie, dopóki tego nie zrozumiałam. „Nie zakładaj dziś obroży, nie zasłużyłaś dziś na nią.” –powiedział ostatnim razem. Może ktoś inny by się ucieszył, że oto ma „wolny wieczór”. Dla mnie to rozpacz… Czasem trwało to kilka dni, rozpacz się pogłębiała, ale jednocześnie z całych sił chciałam znowu zostać zauważona, pokorniałam więc, próbowałam się przypodobać, przebłagać Pana. Czekałam, aż znowu mnie zechce. 

Lekcja została jednak przyswojona. Służenie jest przywilejem. Bycie dotykaną przez Pana jest przywilejem. Bycie chłostaną jest przywilejem. Całowanie Pana jest przywilejem. Klęczenie jest przywilejem. Bycie Jego niewolnicą jest przywilejem. Wciąż popełniam błędy, są one zauważane. Uczę się, że jestem Pana i dla Pana. Jestem by sprawiać przyjemność… swoją obecnością, swoją pracowitością, swoją wszechstronnością, swoją ciekawością, swoją zmysłowością, swoją łagodnością, swoją bezwstydnością. Wszystko co otrzymuje jest darem, a otrzymuje ich dużo. Uczę się jednak, że to Pan decyduje, Pan nadaje prawa i przywileje, a może je też z łatwością odebrać. Zaczynam coraz bardziej to czuć i rozumieć.

A na koniec inspirujący cytat z Kronik o Gor z którym się identyfikuje :)

I awakened, suddenly startled for the instant. Then I realized what was happening. I was perhaps an Ahn before dawn. She lifted her head from my body. It was hard to see her in the light. The fire had burned down.
"Please do not whip me, Master" she said, frightened.
"You may continue," I told her.
She again bent her head to my body. She knelt beside me, in the darkness. Her hands were tied behind her back. The tether was on her throat.
"Stop for a bit," I told her.
"Yes Master," she said. I felt her cheek against me. The she put her head down on my belly.
"Forgive me for disturbing your rest, Master," she said. "I know I should not do that. Beat me, if you must."
"I am not angry," I said.
"I could not help myself," she said "though I feared I might be beaten. You do not know what it is to be a female slave, I am so weak. I was so overcome with desire for my master."
"I am not angry," I told her, "but do not let it happen too often. It is I who will instruct you as to when to serve my pleasure."
"Yes, Master," she said.
"It is perfectly acceptable for you to lie alone in the darkness, miserable, torments by your need" I said "for you are a slave."
"Yes Master," she said. "But may I not, upon occasion beg to be used?"
"Of course," I said.
Explorers of Gor,  p. 367 - 368                         

Obudziłem się nagle, zaskoczony. Potem zrozumiałem, co się dzieje. Być może był Ahn przed świtem. Podniosła głowę z mojego ciała. Ciężko było ją zobaczyć w świetle. Ogień już zgasł.
„Proszę, nie biczuj mnie, Panie”, powiedziała przestraszona.
„Możesz kontynuować” - powiedziałem jej.
Znów pochyliła głowę do mojego ciała. Uklękła obok mnie w ciemności. Ręce miała związane za plecami. Na gardle miała sznur.
„Zatrzymaj się na chwilę” - powiedziałem jej.
„Tak Panie” powiedziała. Czułam jej policzek przy sobie. Położyła głowę na moim brzuchu.
„Wybacz mi, że przeszkadzam w odpoczynku, Panie,” powiedziała. „Wiem, że nie powinienam tego robić. Wychłostaj mnie, jeśli musisz.”
„Nie jestem zły” - powiedziałem.
„Nie mogłam się powstrzymać”, powiedziała, „choć obawiałam się, że mogę zostać wychłostana. Nie wiesz, co to znaczy być niewolnicą, jestem taka słaba. Ogarnęło mnie pragnienie mojego Pana”.
„Nie jestem zły - powiedziałem jej - ale nie pozwól, by zdarzało się to zbyt często. To ja powiem Ci, kiedy masz służyć mojej przyjemności”.
„Tak, Panie”, powiedziała.
„Jest całkowicie w porządku, że ​​leżysz sama w ciemności, nieszczęsna, dręczona przez swoje pożądanie” powiedziałem „bo jesteś niewolnicą”.
„Tak Panie”, powiedziała. „Ale czy nie mogę czasem błagać o bycie użytą?”
„Oczywiście” - powiedziałem.

Komentarze

  1. Częściej myślę o służeniu jako obowiązku. O tym że to przywilej myśli się faktycznie głównie wtedy, kiedy możliwość służenia zostaje odebrana. Rzadko się to zdarzało w moim przypadku, na szczęście. Taka kara brzmi bardzo brutalnie, choć z drugiej strony na pewno szybko i skutecznie uczy. Wpis daje do myślenia, dziękuję ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie jest to także pewie obowiązek... ale jednak dla mnie to przywilej... choć i głeboka potrzeba :)

      Usuń
  2. Tak, tekst jest poruszający, wzruszający i naprawdę szczery, dzięki temu bardzo przemawia do mnie. Zapamiętam to co napisałaś i gdy tylko włączy mi się ,,roszczeniowość" to będę go czytać...jak mantrę...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję pięknie awe za ten piękny komentarz :).

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty