Dlaczego potrzebuje kar?
Ostatnie dni były trudne. Straciłam
swoją obrożę. Za co? Za pyskowanie, za domaganie się uwagi w sposób nie do
końca odpowiedni dla niewolnicy, i co za tym szło - za brak szacunku wobec
Pana. Przyznaje się do wszystkiego. Kara była złożona, jak zwykle. Obejmowała
też chłostę na której się popłakałam, ale to było akurat coś, co było mi bardzo
potrzebne. Trudniejsze było to, że Pan przeciął obrożę. Moją obrożę… a przecież
nie była moja, była Pana i nosiłam ją, bo tak chciał. A jednak nie doceniłam
tego odpowiednio. Oczywiście było mi źle, najpierw byłam zła, później
zwyczajnie przykro i głupio. Ale tak naprawdę teraz po kilku dniach myślę, że
dobrze się stało i było mi to potrzebne. Następnego dnia dostałam nową… taką
psią, dla zwierząt. To był dla mnie ważny gest. Znaczył, że Pan mnie akceptuje
i chce. Pan zapinając mi ją na szyi powiedział do mnie, że ma mi przypominać,
gdzie moje miejsce i kim jestem. Jest mniej wygodna, wygląda mniej ładnie, ale
i tak ucieszyłam się.
W związku z tym wydarzeniem ostatnio dużo
myślałam o karach, którym jestem czasem poddawana. I o buntach, które czasem
się pojawiają, mimo moich usilnych starań. W dyskusjach, które czasem prowadzę
wiele osób uważa, że kara jest dla zabawy, albo jest elementem „sceny”. Nie
rozumiemy się. Moja/nasza perspektywa jest inna. Według mnie kary zawsze
powinny mieć cel, być wychowawcze i często dlatego powinny być nieprzyjemne.
Mogłabym je podzielić na kary lekkie np. przyjęcie odpowiedniej pozycji, jakieś
niemiłe doświadczenie (jak doświadczenie zimna…) czy chłosta. Z chłostą mam
pewien „problem”. Faktycznie z zewnątrz może wyglądać jak kara dla zabawy czy przyjemności.
Chcąc czy nie chcąc powoduje ona u mnie pewien rodzaj przyjemności wynikającej
z upokorzenia i dominacji Pana.
I tu jest pytanie – kto tych kar
potrzebuje bardziej. Pan mi kiedyś powiedział w trakcie chłosty, że nie sprawia
mu przyjemności karanie mnie. Doszłam do wniosku, że jest
w tym pewna prawda, bo to ja tych niektórych kar faktycznie potrzebuje
bardziej. Kary przynoszą mi oczyszczenie. Pan mówi mi, że kara wymazuje winę.
Zabiera ze mnie poczucie winy i złość na siebie. Szczególnie chłosta jest dla
mnie oczyszczająca. Zdarza mi się krzyczeć, zdarza mi się odsuwać, zdarza mi
się nawet płakać i prosić, że nie chcę. Ciężko przyznać się przed sobą, że
chcesz doświadczyć bólu. Nie umiem o to poprosić wprost. Boję się bólu. Ale w
środku mi to pomaga, potrzebuje tego. Chociaż nie mam zawsze pełnej kontroli
nad reakcjami organizmu (jak mimowolne odsuwanie się czy krzyk) i z zewnątrz
wygląda to tak, jakbym naprawdę nie chciała. W zasadzie naprawdę nie chcę i
naprawdę unikam tego. To, czego chcę doświadczyć, to stan zaraz PO chłoście.
Kiedy skóra jest rozgrzana, kiedy czuję ulgę, że już koniec, kiedy opadają
emocje, kiedy Pan smaruje mi ślady kremem lub przykłada lód, kiedy czuje się
wyczyszczona z emocji i złych myśli. Uspokajam się, rozluźniam…
Kiedy przewinienie jest duże… często
formą kary jest rozmowa. Gdzie Pan pyta mnie o różne rzeczy, a następnie mówi
mi dlaczego moje zachowanie było nieodpowiednie. Psychicznie jest mi wtedy źle,
bo muszę zmierzyć się z Jego słowami, a to boli czasem bardziej niż bat.
Czasami po takiej rozmowie potrzebuje pewnego domknięcia, czasami płacze,
czasami następuje jakiś mały rytuał przeproszenia np. pocałowanie dłoni.
Zdarzyło się, że sama poprosiłam po takiej rozmowie o chłostę...właśnie ze
względu na oczyszczenie, które że sobą niesie.
Po każdej karze, potrzebuje swoistego
aftercare, dla odzyskania równowagi. Nie jest to trudne, bo często staram się
dużo bardziej, pilnuje i jestem spokojniejsza. Wtedy to też taki moment, że Pan
zauważa moje wysiłki i w jakiś sposób je nagradza. Czasami są drobnostki, które
jednak działają na mnie bardzo dobrze. Pozwalają odzyskać równowagę, poprawić
moją samoocenę, dostrzec swoje pozytywy i motywują do bycia lepszą.
Kary… uczą mnie wiele. Uczą mnie
szacunku do Pana. Uczą, że spokojem i grzecznością mogę zasłużyć na uwagę i
mile spędzony czas. Uczą mnie, że to Pan decyduje, kiedy stosuje ze mną pewne
techniki i że nie powinnam naciskać czy prowokować. Zawsze mogę jednakże
poprosić i prośbą ta prędzej czy później zazwyczaj jest spełniona (prośbą to
jednak coś zupełnie innego niż prowokacje). Uczą mnie cierpliwości i panowania
nad sobą, otwarcia sie na potrzeby drugiej strony. Wydaje mi się, że dzięki
temu staje się lepszą niewolnicą i żoną. Nie jest to oczywiście zawsze nauka
łatwa i przyjemna, ale tym bardziej doceniam, że Pan w taki sposób do tego
podchodzi. Jestem wdzięczna Panu za kary i zwracanie uwagi na moje złe
zachowania. Jest to dla mnie sygnał, że Mu zależy i że chce mnie ukształtować w
odpowiedni sposób, inwestuje w to swój czas i energię.
Bardzo boję się bólu, ale teraz dotarłam do takiego momentu, że szczęśliwa byłabym i wdzięczna za otrzymanie kary. Dziękuję Ci za ten wpis.
OdpowiedzUsuńDziękuję Ci za komentarz :). Co do bólu... też się go boję, ale jednocześnie kiedy dam się temu ponieść... odkrywam zupełnie nowe doświadczenia. Pewien rodzaj przyjemności. Nie mówię tego w konteście kar tylko i wyłącznie, ale w ogóle różnych praktyk, które lubi mój Pan, które czasami wywołują ból i z których ja też czerpię dużo przjemności.
Usuń