Moje oddanie Panu


Różne są niewolnice, różne uległe, różni dominujący, i różne relacje. Napiszę o sobie. O tym, jak ja widzę moje oddanie Panu. A widzę je bardzo głęboko. Dążyłam do tego. Chciałam tej 'totalności', chciałam, żeby to było 'naprawdę'. To nie spotkania, relacja wirtualna czy inna tego typu (absolutnie nie umniejszam takich relacji, w każdej coś innego jest łatwe, a coś innego trudne, każdemu pasuje coś innego, ma inne potrzeby; na pewno to, czego ja chciałam - nie jest dla każdego). Dla mnie to codzienność. 

Mój czas należy do Pana. Mój dzień jest wypełniony obowiązkami wobec Pana i jego domu... Od rana do wieczora. Mój czas wolny (taki tylko i wyłącznie dla mnie) jest wtedy, kiedy Pan pozwoli. Mam obowiązki, które muszę zaplanować, pomyśleć o nich, wykazać się inicjatywą. Do tego pracuje, bo Pan tak chce, bo mam się rozwijać i robić to, w czym jestem dobra. Jestem dla Pana. Dzień i noc. Od poniedziałku do niedzieli. Cały dzień i wszystko co robię, robię z myślą o Panu i Jego zadowoleniu.

Moje ciało należy do Pana. Na wyłączność. Nigdy nie dotknął mnie inny mężczyzna. Może kiedyś się to stanie za Pana zgodą. Może, ale może nie. To już zależy od Jego kaprysu. Akceptuje obie możliwości. Moje ciało jest Pana kiedy zechce, nawet w środku nocy. Przyjmuje ból, jeśli Pan sobie tego życzy. Jest chłostane, karane, czasem zostają ślady. Są też takie ślady, które zostaną już ze mną na zawsze i będę mi przypominać o moim oddaniu.

Moja myśli należą do Pana. Zna mnie, jestem szczera w tym, co mówię. Przyznaje się do zaniedbań i błędów. Jestem szczera, nawet jeśli to, co mówię bywa czasem niewłaściwie. Po to, by Pan mógł to sprostować, podpowiedzieć mi. Nigdy nie zostałam za to skarcona. Oczywiście jeśli wyrażam swoje zdanie w odpowiedni sposób, tj. z odpowiednią pokorą, spokojnie, z szacunkiem do Pana i z założeniem, że Pan może mieć inne zdanie i że to Jego zdanie jest obowiązujące. Bardzo często uznaje sama z siebie, że to Pan ma racje. Ale... czasem, czasem to Pan przyznaje rację mi. Bo może. I wcale w niczym Mu to nie umniejsza.

Moja przeszłość należy do Pana. Mimo, że wcześniej byłam wolna... To nadal zawsze był On. Prowadził mnie, pomagał i wspierał. Był ze mną w tak wielu różnych sytuacjach, był obok, ocierał łzy i śmiał się ze mną. Wie o mnie wszystko. Nikt nie wie o mnie tyle, co Pan. Zna wszystkie moje sekrety. Całą moją duszę. 

Moje emocje należą do Pana. Jestem szczęśliwa, gdy jestem obok Pana. Czasem płacze, gdy Pana rozczarowuje i gdy mnie karci. To się zdarza. Nie boi się wywoływać u mnie takich emocji. Panuje nad nimi. I uczy mnie także nad sobą panować. 

Wszystko co mam należy do Pana. Jestem własnością Pana. Moim obowiązkiem jest dbać o własność Pana. A więc dbać o siebie i swoje potrzeby, tak żeby móc służyć Panu. Wysypiać się na tyle na ile mogę, jeść regularnie, znajdować czas na odpoczynek. Kiedy to zaniedbuje i jestem przez to osłabiona, choruje lub jestem zmęczona, sfrustrowana to Pan się bardzo złości. Mam obowiązek mówić o swoich potrzebach Panu. Mówić o swoich pragnieniach i marzeniach. Pan bierze je pod uwagę, bo jest racjonalny, bo zainwestował we mnie swój czas, zaangażowanie, emocje, wiele różnych rzeczy, a nawet (może ktoś się tu uśmiechnie, ale taka jest prawda - w każdym związku ;)) swoje pieniądze. Jestem spokojna, czuję się bezpiecznie, czuję się otoczona opieką. Jestem szczęśliwa. 

Komentarze

Popularne posty