Ból

Lubię ból. – Patrzę na to zdanie na ekranie monitora i zastanawiam się nad tym, co ono oznacza. Czy lubię ból, gdy się uderzę? Nie, zdecydowanie nie. Czy lubię ból, gdy przetnę sobie skórę nożem? Nie, również nie. A jednak jest taki ból, który lubię… Jest to ból podczas chłosty, czasem zostają po niej naprawdę duże siniaki. Bywa to ból kiedy zapina klamerki na moich piersiach lub na łechtaczce. I to jest ból, który bywa również trudny do wytrzymania.  Ale zadawanie mi bólu - nie jest to dla Niego warunek konieczny do osiągnięcia satysfakcji (a przynajmniej widzę to tak z mojej strony). To raczej sprawdzanie, eksperymentowanie… Dziś podzielę się jednym takim dla mnie wciąż ekstremalnym momentem, kiedy odczułam przyjemność z bólu. Było to w czasie, kiedy Pan eksperymentował z ogniem.

W czasie pewnego wieczoru wydarzyło się coś co pozwoliło mi poznać lepiej swoje ciało. Najpierw lód, który spływał po moich plecach. A potem pudełko zapałek. Kiedy Pan zapalił zapałkę byłam przerażona, chciałam uciekać, ale powstrzymałam to. Zrobił to nie od razu, lecz w momencie, kiedy byłam już podniecona i nakręcona, kiedy buzowały we mnie różne hormony, które również działają… znieczulająco. Pan zapalał zapałki, przysuwał je w różne miejsca na moim ciele, na granicy bólu, a potem gasiłeś je na mnie.

Ale ah, cóż to była za ekstaza. Ogień mnie po prostu parzył. Zostały mi po nim ślady i schodziły bardzo długo. Takiego doświadczenia było mi trzeba. Bolało naprawdę mocno i jednocześnie było... przyjemne. Co jakiś czas Pan sprawdzał, czy to, co robi, faktycznie sprawia mi przyjemność. W czasie takich zabaw, jest na to szczególnie wyczulony, Pan chce, żebym czerpała z tego tak samo dużo przyjemności jak On. Ta mieszanka Jego bezlitosności (na nic zdają się moje prośby, jeśli upewni się, że to co robi mi się podoba) i – jednocześnie – troski mnie obezwładnia, jest jak narkotyk. 

Poczułam się zabawką Pana, zdaną na Jego łaskę. Mógłby zrobić ze mną wszystko. A potem już nie było żadnych myśli w głowie, wszystko odeszło… Przeżyłam tego wieczoru prawdziwą ekstazę, oboje przeżyliśmy. Zupełnie wbrew logice, a może właśnie zgodnie z naszą logiką (słyszeliście o pojęciu "normy partnerskiej"? bardzo mi się to pojęcie podoba). Nie był to jedyny moment, kiedy Pan wykorzystał ogień, ale ten pierwszy zapamiętałam zdecydowanie najmocniej.

Ból. Boję się go, umieram ze strachu o to, czy wytrzymam, staram się go unikać, a potem… potem już nic nie myślę, potem po prostu zdaje się na Pana. Pozwalam się temu ponieść, płynąć. I odnajduje w tym… przyjemność. I proszę o jeszcze. I noszę ślady z dumą. Nawet teraz kiedy to piszę czuję moje obolałe po chłoście pośladki, ale to już zupełnie inna historia... ;).

Komentarze

  1. Ciesze się że pojawił się Twój blog :) Wciąż za malo jest takich miejsc gdzie są doświadczenia a nie tylko teoria.
    Jestem na początku takiej drogi więc na pewno często będę tu zaglądać :)
    Pozdrawiam A.

    OdpowiedzUsuń
  2. Cieszę się, że Ci się podoba i dziękuję za komentarz :). Zapraszam, kiedy tylko masz ochotę :).

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty