Wspomnienie buntu...
Dzień 1.
Przyszła sobota. Było to kilka
dni po podpisaniu naszego kontraktu. W planach była wizyta u niewtajemniczonych
znajomych. Spędziliśmy tam cały dzień i nie wiem czemu doznałam jakiegoś
rozluźnienia. Ot, leniwie siedziałam sobie i rozmawiałam, tak jak kiedyś,
zamiast być wyczulona na sygnały od Pana. Przyznam się, że kilka razy trochę
przewrotnie postanowiłam wykorzystać sytuację, że Pan nie może mnie przy nich
za bardzo dyscyplinować i nie zagregowałam na Jego polecenie. Głupia myślałam,
że ujdzie mi to na sucho. Pan miał kamienną twarz, rozmawiał ze mną normalnie,
żartował i wydało się, że wszystko jest w porządku.
Wieczorem kiedy byliśmy sami
pokazał mi, jak bardzo się myliłam. Założył mi obrożę, kazał rozebrać się do
naga i założyć opaskę na oczy. Przywiązał
moje ręce do komody, ustawiając mnie tyłem do siebie, a pod moje kolana włożył…
pojemniki z grochem. Tak właśnie i zaznaczam, że klęczenie na grochu po jakimś
czasie naprawdę jest torturą. A klęczałam tam chyba z godzinę. Tymczasem mnie
chłostał… Nie wiem ile razy, zgubiłam rachubę. Wiem, że następnego dnia miałam
liczne ślady…
Kiedy już nie byłam w stanie
wytrzymać, odpiął mnie. Położyłam się od razu na podłogę, nie miałam siły na
nic innego. A On stał nade mną i czekał. Odezwałam się, próbując się tłumaczyć. Bez słowa wyszedł do łazienki. Nie
wiedziałam co mam robić, więc poszłam za Nim. Usłyszałam przekleństwo i teraz
dopiero zaczęłam się bać. Bo wiedziałam, że jest na mnie wściekły, że to nie
żarty, nie zabawa. Wróciłam na miejsce, klęknęłam i czekałam gotowa zrobić
wszystko. Dosłownie wszystko.
Wrócił po 20 min. Usiadł na
kanapie, a ja klęczałam nago na podłodze przed Nim i słuchałam, tego co mówił w
milczeniu. Zna mnie, zna mnie tak dobrze, że wiedział co powiedzieć. Wskazał mi
moje nieposłuszeństwo, wytknął krnąbrność, brak konsekwencji w tym do czego się
zobowiązałam... Klęczałam tam naga, wychłostana, obolała i zalewałam się łzami.
Kiedyś, dawno temu być może moje łzy by pomogły. Sprawiły, że zmięknie i mnie
przytuli. Kiedyś, bardzo dawno temu, w ogóle nie wyobrażałam sobie siebie w
takiej sytuacji… Prędzej rozpętałabym piekło :). Gdy dokończył to, co miał mi
do powiedzenia stanął nade mną i wziął mnie. Nie było w tym żadnej czułości. Zrobiło mi się lepiej,
mógłby mnie przecież w ogóle nie dotknąć za karę przez kilka dni. Przewrotna ta moja natura. „Jutro będziesz błagać o wybaczenie”
– powiedział i poszedł spać.
Komentarze
Prześlij komentarz