Moje oczekiwania a Jego wizja
Wiem, że ma być po Jego. Wiem, że się na to zgodziłam. Wiem, że sama o to prosiłam. Wiem, że daje mi to spełnienie, żeby się do Niego dopasowywać. A jednak… I tak mi ciężko. Mam swoje wizje, wyobrażenia. To najtrudniejszy element takiej relacji. Wcale nie zadania, polecenia, nie różne bdsmowe zabawy, kontrola, proste posłuszeństwo w drobnych sprawach… Najtrudniejsze jest zaakceptowanie, że nie będzie „po mojemu”, że nie mogę sobie tego wymusić, wyprosić lub tak obejść na około, żeby jednak wyszło na moje. Dramat. Kiedyś mi się to jakoś jeszcze udawało. Czasami. Teraz On jakby się uodpornił na mnie. Stał się twardy. Ciężko mi z tym bardzo. Oczywiście moja uległa natura cieszy się w środku, że Pan nie daje sobą manipulować, tak powinno być i tak jest dobrze. Gdyby było inaczej... ta relacja byłaby fikcją. Ale moja druga strona się wścieka w środku i czasami wychodzi, daje o sobie znać. I wtedy Pan się denerwuje na mnie. Uznaje to za przejaw buntu skierowany przeciw Niemu, jakąś próbę sił, testowanie. Już kilka raz boleśnie się o tym przekonałam.
Wczoraj po zabawach, które były tylko dla Jego przyjemności odezwałam się bardzo delikatnie… nie wiem co myśląc. Chyba, że spotkam się ze zrozumieniem, współczuciem, wskazówkami… może liczyłam na pogłaskanie po głowie?
JA: Ja wiem Panie… Twoje zadowolenie najważniejsze, moje oczekiwania nie mają tu nic do powiedzenia. Ale czemu ja wciąż je mam... ?
PAN: Nie rozumiem
JA: Chodzi mi o to Panie, że wciąż mam swoje wyobraźnia i złoszczę się w środku jak wychodzi inaczej.
W końcu przyznałam, że chciałabym… orgazm, że liczyłam na coś więcej. No więc dostałam orgazm. Kazał mi usiąść na podłodze, rozłożyć nogi i dojść. Siadł przede mną i patrzył mi w oczy. „Chcesz orgazm to proszę, dojdź, ulżyj sobie, jeśli tylko o to Ci chodzi.”. Wcale nie było mi teraz komfortowo i odechciało mi się momentalnie. Siedział i wpatrywał się we mnie. „Panie, ale ja tak nie mogę i już nie chcę…” „Milcz i pieść się, możemy tu siedzieć całą noc. I masz patrzeć mi w oczy, nie wolno ich zamykać. Gówno mnie obchodzi co Ty chcesz, a czego nie. Teraz masz dojść”. Doszłam oczywiście, z trudem, ale już wcale mnie to nie cieszyło, a On odchodząc splunął na mnie z pogardą i poszedł spać… I po co mi to było?
Rano w drodze do pracy wypomniał mi wczorajszy wieczór. „Panie, ale chyba jakąś zmianę na lepsze widać w moich zachowaniu?” Cisza... „Minimalną? Maluteńką? W porównaniu z tym, co było wcześniej?” Pan: „Minimalną, niech będzie, ale jeszcze długa droga przed Tobą.” Cieszmy się i z takich ‘pochwał’ :)
Komentarze
Prześlij komentarz